Dzielę się swoim prywatnym życiem.
lipca 06, 2016
0
codzienność
,
dietetyka
,
poradnik zdrowie
,
student
,
technologia żywności
,
zdrowa żywność
,
zdrowie
,
życie
Muszę przyznać, że dawno nie miałam tak bardzo zapracowanego tygodnia. Odkąd wróciłam na wakacje do domu staram się szukać ciągle czegoś do roboty, bo nuda to ostatnie czego potrzebuję. Tak więc odkąd jestem w domu, a minęło już dwa tygodnie, biegam po lekarzach, załatwiam wszystkie odkładane bardzo długo sprawy. Nie mam czasu na wylegiwanie się.
Ale dzisiejszy dzień to już przesada. Dawno nie było tak na wariackich papierach. Od 7 rano na nogach, przejazd 140km do Lublina, przeprowadzka, powrót i od razu do pracy do 21. Dopiero zdążyłam usiąść.
Jestem wykończona, ale szczęśliwa (chociaż dzisiaj dzień bez obiadu). Takie dni często dają mi wiele do myślenia kiedy już leżę w łóżku i zasypiam.
Pewnie mało was interesuje co myśli zmęczony po pracy człowiek, ale i tak wam napiszę, w końcu to mój blog! :)
Pierwsze co myślę, to, że minął zaledwie tydzień od wyjazdu mojego chłopaka za granicę i chociaż rozmawiamy codziennie to tęsknię potwornie i codziennie skreślam na kalendarzu kolejny dzień, wmawiając sobie, że już niedużo zostało (54 dni).
Jest ciężko, momentami bardzo ciężko. Ale każde z nas zdaje sobie sprawę z tego, że to jest potrzebne. To jest smutna prawda. W przyszłym roku jadę z nim i najchętniej bym już tam została.
Po tej szalonej gonitwie myśli, zmieniam szybko kierunek zanim zrobi się bardzo smutno i taka wykończona marzę sobie o tym żeby już żyć we własnym świecie.
Marzy mi się mój mały domek, w którym będę tylko ja, mój mąż i dzieci. Marzy mi się ten azyl. Posiadanie własnych problemów, a nie rozwiązywanie wszystkich dookoła, a swoje dalej nierozwiązane zostawiać na później. Marzy mi się życie dla siebie. Kocham swoją rodzinę i za nic bym ich nie wymieniła, ale to już jest ten czas, żeby iść w inną stronę, zacząć coś nowego.
I to zamierzam uczynić. Stąd ta praca, plany, koniec studiów i nowe życie. Już nie mogę się doczekać!
Dzisiaj niestety bez przepisu, bez obiadu, trochę nudno i prywatnie, ale trochę tego potrzebowałam dzisiaj. Ten dzień wyzuł ze mnie wszystko.
Ale dzisiejszy dzień to już przesada. Dawno nie było tak na wariackich papierach. Od 7 rano na nogach, przejazd 140km do Lublina, przeprowadzka, powrót i od razu do pracy do 21. Dopiero zdążyłam usiąść.
Jestem wykończona, ale szczęśliwa (chociaż dzisiaj dzień bez obiadu). Takie dni często dają mi wiele do myślenia kiedy już leżę w łóżku i zasypiam.
Pewnie mało was interesuje co myśli zmęczony po pracy człowiek, ale i tak wam napiszę, w końcu to mój blog! :)
Pierwsze co myślę, to, że minął zaledwie tydzień od wyjazdu mojego chłopaka za granicę i chociaż rozmawiamy codziennie to tęsknię potwornie i codziennie skreślam na kalendarzu kolejny dzień, wmawiając sobie, że już niedużo zostało (54 dni).
Jest ciężko, momentami bardzo ciężko. Ale każde z nas zdaje sobie sprawę z tego, że to jest potrzebne. To jest smutna prawda. W przyszłym roku jadę z nim i najchętniej bym już tam została.
Po tej szalonej gonitwie myśli, zmieniam szybko kierunek zanim zrobi się bardzo smutno i taka wykończona marzę sobie o tym żeby już żyć we własnym świecie.
Marzy mi się mój mały domek, w którym będę tylko ja, mój mąż i dzieci. Marzy mi się ten azyl. Posiadanie własnych problemów, a nie rozwiązywanie wszystkich dookoła, a swoje dalej nierozwiązane zostawiać na później. Marzy mi się życie dla siebie. Kocham swoją rodzinę i za nic bym ich nie wymieniła, ale to już jest ten czas, żeby iść w inną stronę, zacząć coś nowego.
I to zamierzam uczynić. Stąd ta praca, plany, koniec studiów i nowe życie. Już nie mogę się doczekać!
Dzisiaj niestety bez przepisu, bez obiadu, trochę nudno i prywatnie, ale trochę tego potrzebowałam dzisiaj. Ten dzień wyzuł ze mnie wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz