Ramen po studencku.
Wielkanoc, majówka i po majówce. Najpiękniejsze chwile mojego życia. I nie ma w tym nawet odrobiny przesady. Wielkanoc przemiło spędzona z moją rodziną i rodziną chłopaka. Dużo dobrego jedzenia, wspaniałej atmosfery i zacieśniania kontaktów.
Majówka tradycyjnie - góry. W zeszłym roku po raz pierwszy wybraliśmy się z chłopakiem w Tatry Wysokie. Przeszliśmy wspaniałą trasę z Kuźnic na Kasprowy Wierch przez Kopę Kondracką na Giewont i do Kuźnic. Przepiękny czas, wspaniała pogoda. W tym roku postanowiliśmy powtórzyć nasz wyczyn, a nawet go pobić. Spędziliśmy wspaniałe 5 dni w okolicach Zakopanego. Nie narzekaliśmy na pogodę, była świetna na piesze wędrówki. Tak więc w tym roku zdobyliśmy kolejne dwutysięczniki Zawrat i Świnicę. Co zimą dla mnie było ogromnym wyzwaniem.
Panorama ze Świnicy 2301 m n.p.m.
Jak na głodomory przystało, pojawiliśmy się kilka razy na Krupówkach żeby zjeść coś nowego i smacznego. Nie obeszło się bez pysznych żurków i kwaśnicy po ciężkiej wspinaczce, jednak furorę zrobiła zupa bundzowa! Niebo w gębie. Raz do roku, w Zakopanem, trzeba ją zjeść.
Odkryliśmy również świetną knajpę Dobra nasza kasza. Przyznam szczerze, że dawno nie jadłam tak dobrze przygotowanej kaszy. Knajpa oblegana więc czekaliśmy na swoją kolej. Warto było. Zamówiliśmy po zupie, ja pomidorową, chłopak rosół. Wiecie jakie były moje pierwsze słowa po spróbowaniu? Jak u babci!
To prawda zupy były smaczne. Na drugie danie zamówiliśmy sobie kasze gryczaną w różnych wersjach do porównania. Jedną z pulpecikami wieprzowymi, drugą z kurczakiem curry, do tego surówka i dwa sosy, barbecue i czosnkowy. Wszystko komponowało się super. Oczywiście do wyboru były również inne kasze, w wielu, podejrzewam, smacznych odsłonach :)
Jeśli kiedyś tam będziecie, polecam. Zdrowo i przede wszystkim bardzo smacznie. Spójrzcie tylko:
Wszystko dobre co się szybko kończy. Nadszedł czas żeby wrócić do rzeczywistości. Dzięki uprzejmości rodziców zaopatrzyli nas oni na najbliższy czas w jedzenie, ponieważ nasze zaoszczędzone pieniążki poszły na majówkę :D w związku z tym mamy lodówkę wypakowaną po brzegi słoikami z zupą, pudełkami z potrawkami i wieloma innymi pysznościami.
W tytule ramen, a ona gada o majówce. Więc już szybciutko przechodzę do głównego wątku. Ramen! Ostatnio bardzo popularne japońskie danie (przywędrowało tam z Chin), którego bazą jest rosół i specjalny makaron. To taki japoński fast food.
Reszta składników zależy już od fantazji kucharza. Mogą to być ryby, owoce morza, warzywa tj. biała rzodkiew, kapusta pekińska, pędy bambusa czy cebula, wodorosty, mięso wieprzowe lub drobiowe, jajka, nasiona sezamu.
Kiedyś udało nam się dostać w Selgrosie miso. To tradycyjna pasta japońska, która wyprodukowana jest z fermentowanej soi, często stosowana do zup. Zazwyczaj ma słony smak, jednak spotyka się też odmiany słodkie czy pikantne. Do ramenu idealna.
Ponieważ nie zawsze jesteśmy w posiadaniu oryginalnych składników do stworzenia zupy ramen, a jesteśmy jej wielkimi fanami, stworzyliśmy trochę mniej wymagającą wersję dla studentów z tego co mieliśmy w lodówce.
Jak przygotować taki ramen?
Bazą jest rosół. Dostaliśmy litrowy słoik od rodziców więc wykorzystaliśmy go z pełną premedytacją. Przepis na to jak przygotować smaczny, chudy rosół możecie również znaleźć tutaj: ROSÓŁ
Mięso. Robiliśmy dzień wcześniej grilla więc zostały nam zamarynowane w oliwie, czosnku i tymianku, dwa kawałki karkówki. Przecież nie mogą się zmarnować. Tak więc podsmażamy ze wszystkich stron naszą karkówkę na suchej patelni i wrzucamy do rosołku.
Podpatrzyliśmy ostatnio u Pascala fajną technikę. Patelnię po smażeniu podlewamy łyżką rosołu i zdzieramy drewnianą łyżką to co zostało na jej dnie i wlewamy do rosołu. Nada to zupie fajnego, mięsnego wyrazu.
Do rosołu wrzucamy warzywa, wedle uznania, lub te które akurat mamy w lodówce. W naszym przypadku była to marchew, młoda kapusta, suszone polskie grzybki i pod koniec gotowania dodaliśmy papryczkę habanero.
Jeśli chodzi o makaron wykorzystaliśmy 4-jajeczny, lane, długie kluski. Świetnie sprawdza się też gruby makaron spaghetti, złamany na pół, lub nie (wtedy jest fajniejsza zabawa podczas jedzenia pałeczkami).
W przypadku gdy ne posiadamy miso, można dodać sos sojowy. Około pół szklanki wlewamy do rosołu (mniej, jeśli rosół jest dosyć słony). Gotujemy wszystko do momentu aż warzywa zmiękną.
Na koniec gotujemy jaja - wkładamy do zimnej wody i po zagotowaniu czekamy jeszcze 2-3 minuty, w zależności od wielkości jaj. Żółtko powinno się delikatnie rozlewać.
Kroimy drobno szczypior i wszystko ładnie układamy.
Ja potrzebowałam jeszcze kefiru. Ostre papryczki nie są dla mnie chlebem powszednim :P Jednak całość smakowała wyśmienicie.
Jeśli tak jak ja nie lubicie zbyt ostrego jedzenia, papryczkę można dodać na początku, wtedy zupa straci na ostrości podczas gotowania. Zostanie tylko delikatny posmak.
Pomysł i wykonanie mojego chłopaka, ja pomagałam :) Jednak jestem z niego tak dumna i wdzięczna, że mnie czasem rozpieszcza, więc postanowiłam umieścić tutaj jego przepis i nie przypisywać sobie zasług.
Polecam i zachęcam, smakuje jak prawdziwy ramen z restauracji!
Majówka tradycyjnie - góry. W zeszłym roku po raz pierwszy wybraliśmy się z chłopakiem w Tatry Wysokie. Przeszliśmy wspaniałą trasę z Kuźnic na Kasprowy Wierch przez Kopę Kondracką na Giewont i do Kuźnic. Przepiękny czas, wspaniała pogoda. W tym roku postanowiliśmy powtórzyć nasz wyczyn, a nawet go pobić. Spędziliśmy wspaniałe 5 dni w okolicach Zakopanego. Nie narzekaliśmy na pogodę, była świetna na piesze wędrówki. Tak więc w tym roku zdobyliśmy kolejne dwutysięczniki Zawrat i Świnicę. Co zimą dla mnie było ogromnym wyzwaniem.
Panorama ze Świnicy 2301 m n.p.m.
Jak na głodomory przystało, pojawiliśmy się kilka razy na Krupówkach żeby zjeść coś nowego i smacznego. Nie obeszło się bez pysznych żurków i kwaśnicy po ciężkiej wspinaczce, jednak furorę zrobiła zupa bundzowa! Niebo w gębie. Raz do roku, w Zakopanem, trzeba ją zjeść.
Odkryliśmy również świetną knajpę Dobra nasza kasza. Przyznam szczerze, że dawno nie jadłam tak dobrze przygotowanej kaszy. Knajpa oblegana więc czekaliśmy na swoją kolej. Warto było. Zamówiliśmy po zupie, ja pomidorową, chłopak rosół. Wiecie jakie były moje pierwsze słowa po spróbowaniu? Jak u babci!
To prawda zupy były smaczne. Na drugie danie zamówiliśmy sobie kasze gryczaną w różnych wersjach do porównania. Jedną z pulpecikami wieprzowymi, drugą z kurczakiem curry, do tego surówka i dwa sosy, barbecue i czosnkowy. Wszystko komponowało się super. Oczywiście do wyboru były również inne kasze, w wielu, podejrzewam, smacznych odsłonach :)
Jeśli kiedyś tam będziecie, polecam. Zdrowo i przede wszystkim bardzo smacznie. Spójrzcie tylko:
Wszystko dobre co się szybko kończy. Nadszedł czas żeby wrócić do rzeczywistości. Dzięki uprzejmości rodziców zaopatrzyli nas oni na najbliższy czas w jedzenie, ponieważ nasze zaoszczędzone pieniążki poszły na majówkę :D w związku z tym mamy lodówkę wypakowaną po brzegi słoikami z zupą, pudełkami z potrawkami i wieloma innymi pysznościami.
W tytule ramen, a ona gada o majówce. Więc już szybciutko przechodzę do głównego wątku. Ramen! Ostatnio bardzo popularne japońskie danie (przywędrowało tam z Chin), którego bazą jest rosół i specjalny makaron. To taki japoński fast food.
Reszta składników zależy już od fantazji kucharza. Mogą to być ryby, owoce morza, warzywa tj. biała rzodkiew, kapusta pekińska, pędy bambusa czy cebula, wodorosty, mięso wieprzowe lub drobiowe, jajka, nasiona sezamu.
Kiedyś udało nam się dostać w Selgrosie miso. To tradycyjna pasta japońska, która wyprodukowana jest z fermentowanej soi, często stosowana do zup. Zazwyczaj ma słony smak, jednak spotyka się też odmiany słodkie czy pikantne. Do ramenu idealna.
Ponieważ nie zawsze jesteśmy w posiadaniu oryginalnych składników do stworzenia zupy ramen, a jesteśmy jej wielkimi fanami, stworzyliśmy trochę mniej wymagającą wersję dla studentów z tego co mieliśmy w lodówce.
Jak przygotować taki ramen?
Bazą jest rosół. Dostaliśmy litrowy słoik od rodziców więc wykorzystaliśmy go z pełną premedytacją. Przepis na to jak przygotować smaczny, chudy rosół możecie również znaleźć tutaj: ROSÓŁ
Mięso. Robiliśmy dzień wcześniej grilla więc zostały nam zamarynowane w oliwie, czosnku i tymianku, dwa kawałki karkówki. Przecież nie mogą się zmarnować. Tak więc podsmażamy ze wszystkich stron naszą karkówkę na suchej patelni i wrzucamy do rosołku.
Podpatrzyliśmy ostatnio u Pascala fajną technikę. Patelnię po smażeniu podlewamy łyżką rosołu i zdzieramy drewnianą łyżką to co zostało na jej dnie i wlewamy do rosołu. Nada to zupie fajnego, mięsnego wyrazu.
Do rosołu wrzucamy warzywa, wedle uznania, lub te które akurat mamy w lodówce. W naszym przypadku była to marchew, młoda kapusta, suszone polskie grzybki i pod koniec gotowania dodaliśmy papryczkę habanero.
Jeśli chodzi o makaron wykorzystaliśmy 4-jajeczny, lane, długie kluski. Świetnie sprawdza się też gruby makaron spaghetti, złamany na pół, lub nie (wtedy jest fajniejsza zabawa podczas jedzenia pałeczkami).
W przypadku gdy ne posiadamy miso, można dodać sos sojowy. Około pół szklanki wlewamy do rosołu (mniej, jeśli rosół jest dosyć słony). Gotujemy wszystko do momentu aż warzywa zmiękną.
Na koniec gotujemy jaja - wkładamy do zimnej wody i po zagotowaniu czekamy jeszcze 2-3 minuty, w zależności od wielkości jaj. Żółtko powinno się delikatnie rozlewać.
Kroimy drobno szczypior i wszystko ładnie układamy.
Ja potrzebowałam jeszcze kefiru. Ostre papryczki nie są dla mnie chlebem powszednim :P Jednak całość smakowała wyśmienicie.
Jeśli tak jak ja nie lubicie zbyt ostrego jedzenia, papryczkę można dodać na początku, wtedy zupa straci na ostrości podczas gotowania. Zostanie tylko delikatny posmak.
Pomysł i wykonanie mojego chłopaka, ja pomagałam :) Jednak jestem z niego tak dumna i wdzięczna, że mnie czasem rozpieszcza, więc postanowiłam umieścić tutaj jego przepis i nie przypisywać sobie zasług.
Polecam i zachęcam, smakuje jak prawdziwy ramen z restauracji!


