Potrawka z warzywami, kaszą pęczak i sercem wołowym.

Potrawka z warzywami, kaszą pęczak i sercem wołowym.

Pochmurne dni nie zachęcają do wyjścia z domu. Niby początek roku, jeszcze zajęcia na uczelni dobrze się nie zaczęły, a kolokwium już nade mną wisi i zbliża się nieubłaganie. A co robi student przed kolokwium? Wszystko inne oprócz nauki oczywiście!
Dlatego ja dzisiaj wylądowałam w kuchni i postanowiłam wykorzystać to co zalega u mnie w koszyku już za długo i zrobić pyszną potrawkę, którą można szybko odgrzać na następny dzień w przerwie między zajęciami.
Na dodatek jest prosta, szybka i nie trzeba przy niej stać i pilnować!

Co wykorzystałam w potrawce?

serce wołowe
szklanka kaszy pęczak
pół dużej cukinii
2 duże marchewki
dużą paprykę czerwoną
3 ogórki kiszone
1 i 1/2 cebuli
3 ząbki czosnku
kilka liści laurowych
ziele angielskie
pieprz, sól
tymianek lub inne ulubione przyprawy
jeśli lubimy ostre, można dodać papryczkę chili lub dwie :)
trochę wina wytrawnego :)


Serce należy porządnie umyć i pokroić w dużą kostkę. Na porządnie rozgrzaną patelnię układamy kawałki serca i podsmażamy kilkanaście sekund z każdej strony i przekładamy do garnka. Dzięki temu cały smak mięsa zamkniemy w środku.
Na tej samej patelni podsmażamy cebulę i przekładamy do garnka.


Pewnie zastanawiacie się po co mi było wino. I nie, niestety nie do popijania żeby umilić sobie dzień :( trochę wina wylewamy na patelnie na której smażyliśmy cebulę i mięso i drewnianą łyżką zbieramy wszystko to, co zostało. W tym jest cały smak, dlatego wylewamy to do garnka gdzie wcześniej przerzuciliśmy mięsko i cebulę.
Stawiamy garnek na małym ogniu, dodajemy ziele angielskie, liście laurowe, rozgnieciony czosnek i pieprz.

Teraz zajmujemy się warzywami. Dokładnie myjemy, kroimy w dużą kostkę (lubię jak widać co jest w daniu) i wrzucamy do gara.
Kaszę porządnie płuczemy i dokładamy do reszty. Przyprawiamy do smaku solą, tymiankiem. I wszystko mieszamy.

Jeśli dodajemy ostre papryczki, pamiętajmy, że najlepiej dodać je pod koniec gotowania, nie utracimy wtedy pożądanej ostrości. Ja zamiast papryczek, wedle życzenia mojego chłopaka, dodałam pasty z ostrej papryki, którą dostaliśmy od Ani i Michała z Węgier :) Dziękujemy ;*


Potrawkę zostawiamy na małym ogniu, na około 2 godziny, od czasu do czasu mieszając. Dzięki temu, że warzywa puszczą wodę, kasza będzie miękka. Oczywiście można wykorzystać również przecier pomidorowy, lub podlać potrawkę rosołem. Możliwości jest wiele! :)
Życzę smacznego i dobrego nastroju mimo paskudnej pogody :)


Ja nie mam już wymówek i muszę wrócić do nauki, trzymajcie kciuki!
Sezon na śliwki. Placek drożdżowy ze śliwkami.

Sezon na śliwki. Placek drożdżowy ze śliwkami.

Mam nadzieję, że chętnych na pyszny placek nie brakuje? Pierwszy raz robiłam ciasto drożdżowe i muszę przyznać, że nadal uważam je za najlepsze ze wszystkich, na podium z szarlotką na kruchym :)
U mnie w domu zawsze był drożdżowiec, z rodzynkami lub bez. Najlepiej smakował z masłem i szklanką mleka. Czas odświeżyć sobie pamięć i powrócić do tych pięknych, beztroskich lat dzieciństwa, kiedy nic jeszcze nie zaprzątało głowy.


Składniki:

Ciasto:
650g mąki pszennej tortowej
3 żółtka
100g cukru
100g masła lub margaryny
300ml ciepłego mleka
15g drożdży

Śliwki:
1kg śliwek węgierek
1 łyżka cukru

Kruszonka:
100g masła lub margaryny
100g mąki
50g cukru

Wszystkie składniki wyjmujemy z lodówki wcześniej żeby miały temperaturę pokojową.

Przygotowanie:
1. Żółtka i cukier ucieramy mikserem do uzyskania jednolitej, puszystej masy.
2. Rozpuszczamy drożdże w podgrzanym mleku (nie gotujemy).
3. Dodajemy mąkę, masło/margarynę oraz mleko z drożdżami i zagniatamy ciasto ręcznie do momentu aż nie będzie się przyklejać do rąk i miski.
Pamiętajmy, że drożdże nie lubią metalu dlatego najlepiej unikać metalowych misek i łyżek :)
4. Gotowe ciasto odkładamy do ciepłego miejsca na 30 minut, żeby trochę wyrosło.

W czasie gdy ciasto nam rośnie, myjemy porządnie śliwki i wyjmujemy pestki. Tak przygotowane śliwki wrzucamy do garnka i zasypujemy cukrem. Chwilę je smażymy, żeby puściły sok, ale się nie rozpadły. Następnie sok zlewamy, a śliwki odstawiamy do wystygnięcia.

Przygotowanie kruszonki jest jeszcze prostsze. Zagniatamy mąkę masło/margarynę i cukier żeby nam się wszystkie składniki zlepiły i wkładamy do lodówki lub zamrażarki.

5. Kiedy ciasto nam podrośnie wykładamy je do formy lub tortownicy, które najlepiej wysmarować masłem i obsypać mąką, lub tak jak ja wyłożyć papierem. Zostawiamy jeszcze na około 30 minut żeby urosło.
6. Układamy śliwki i lekko je wciskamy w ciasto, wtedy nie będą tylko na wierzchu, ale również i w środku ciasta.
7. Przygotowaną wcześniej kruszonkę trzemy na tarce lub w rękach i posypujemy wierzch ciasta.
8. Ciasto pieczemy w 180 stopniach przez około 60 minut. Najlepiej sprawdzać patyczkiem, gotowe będzie jak patyczek będzie suchy. Po tym czasie wyłączamy piekarnik i zostawiamy ciasto na 10 minut przy uchylonych drzwiczkach.


Na koniec podziwiamy efekt końcowy :) Pamiętajmy, że wszystko jest dla ludzi. Nawet zjedzenie placka nie wiąże się z końcem świata i przybraniem na masie. Wystarczy tylko umiar :) KAWAŁECZEK dziennie jeszcze nikogo nie zabił :D
Życzę smacznego!


Domowy przepis na suszone pomidory w oleju.

Domowy przepis na suszone pomidory w oleju.

Z uwagi na brak czasu, zaniedbałam trochę bloga. Ale wkrótce zacznie się nowy semestr, a co za tym idzie - nowe posty. Całe moje wakacje polegały na podróżach z Lublina do mojego domu lub do domu mojego chłopaka. Tak więc nie było tygodnia, gdzie nie spędziłabym całego dnia w podróży samochodem. Niestety wiązało się to z tym, że nie miałam przy sobie laptopa i dostępu do kuchni. Nigdy nie było na tyle czasu, wyobrażacie to sobie?
Aktualnie wróciłam do Lublina. Kończy się lato, a razem z latem dostęp do świeżych, domowych warzyw i owoców. Dlatego postanowiłam zatrzymać na dłużej te produkty.

Dzisiaj z przyjemnością zaproponuję wam domowe suszone pomidory w oleju :) Pycha!


Zacznijmy od tego jaką odmianę najlepiej wybrać? Do suszenia nadają się najlepiej pomidory typu Lima. Owoce mają wydłużony kształt, są twarde i nie zawierają dużo wody. Ja kupiłam 5kg.
Pomidory należy dokładnie umyć i wydrążyć środek z pestkami.


Ja pokroiłam je jeszcze na ćwiartki, a żeby nie marnować wydrążonego miąższu, zrobiłam z niego przecier pomidorowy. Wszystko zblendowałam, zagotowałam i przyprawiłam solą, a potem zawekowałam w słoiku :) w mojej kuchni nic się nie zmarnuje.


Suszyłam pomidory w suszarce. Był to dla mnie najlepszy sposób. Mieszkanie w akademiku daje mi tę swobodę, że nie płacę za prąd. Tak więc zabrałam wszystko ze sobą i korzystam z akademikowej kuchni. Przyznam szczerze, że miałam problem z ustawieniem odpowiedniej temperatury. Większość przepisów mówiła o suszeniu w piekarniku (około 7-9h, przy uchylonych drzwiczkach). Ja piekarnik w akademiku mam słaby i stary. Suszarka sprawdziła się świetnie, ale do uzyskania odpowiedniego stopnia wysuszenia zaczęłam suszyć w temperaturze 70 stopni przez 5h, następnie 50 stopni i zostawiłam na noc. Rano z lekkim strachem, że pomidory wyschły na wiór poszłam sprawdzić, ale wszystko było idealnie.
Oczywiście myślę, że 7 godzin w temperaturze 70 stopni też by było okej. Po prostu pomidory były jeszcze "mokre", a chciałam żeby faktycznie wyschły.
W między czasie suszyłam jeszcze śliwki (30 godzin!. Pycha :)


Tak więc po kilkunastu godzinach moje pomidory wyglądały na pięknie wysuszone:


Jeśli chodzi o przyprawy to wiele przepisów sugerowało zastosowanie ulubionych, jednak według mnie najbardziej pasuje tymianek, bazylia, czosnek i sól. Dodatkowo ocet winny i olej roślinny lub oliwa.


Podsumowując, co nam będzie potrzebne? (Mi wyszło 5 słoików, dwa większe i trzy mniejsze).

5kg pomidorów typu Lima
ok 1l oleju roślinnego lub oliwy
łyżka octu winnego
czosnek
bazylia
tymianek
sól

Wysuszone pomidory wkładamy do miski, zalewamy octem, dodajemy przyprawy (bazylia, tymianek, sól) i delikatnie mieszamy.
Następnie układamy do słoików, do 2/3 wysokości i dodajemy po kilka ząbków czosnku do każdego słoiczka.
Olej lub oliwę podgrzewamy do około 90 stopni, nie więcej ponieważ wszystko nam się usmaży za bardzo i pomidory się zmarnują. 90 stopni to maksimum.
Zalewamy słoiki rozgrzanym olejem tak, żeby przykryć wszystkie pomidory. Zakręcamy i odwracamy do góry dnem, żeby się zawekowało.

Podczas zalewania olejem można zaobserwować zmianę barwy, pomidorki będą się smażyć w tym oleju przez chwilę. Ja dodałam świeże liście bazylii, która mi rośnie na balkonie. Zapach ma tak intensywny, że nie chciałam dodawać już suszonej. Efekt końcowy wygląda obiecująco.


Przyznam szczerze, że chociaż suszenie trwało długo, myślę, że warto zrobić sobie kilka słoiczków. Szczególnie, że jeden taki słoik w sklepie kosztuje średnio 10zł, a pomidorki suszone lubimy :D

Mam nadzieję, że zacznę znowu częściej tutaj zaglądać. Zapowiada się, że będę miała więcej czasu i możliwości na przygotowywanie się do zimy i robienie przetworów. W najbliższym czasie szykuję się do zrobienia mojej pierwszej nalewki z pigwy!
Ramen po studencku.

Ramen po studencku.

Wielkanoc, majówka i po majówce. Najpiękniejsze chwile mojego życia. I nie ma w tym nawet odrobiny przesady. Wielkanoc przemiło spędzona z moją rodziną i rodziną chłopaka. Dużo dobrego jedzenia, wspaniałej atmosfery i zacieśniania kontaktów.
Majówka tradycyjnie - góry. W zeszłym roku po raz pierwszy wybraliśmy się z chłopakiem w Tatry Wysokie. Przeszliśmy wspaniałą trasę z Kuźnic na Kasprowy Wierch przez Kopę Kondracką na Giewont i do Kuźnic. Przepiękny czas, wspaniała pogoda. W tym roku postanowiliśmy powtórzyć nasz wyczyn, a nawet go pobić. Spędziliśmy wspaniałe 5 dni w okolicach Zakopanego. Nie narzekaliśmy na pogodę, była świetna na piesze wędrówki. Tak więc w tym roku zdobyliśmy kolejne dwutysięczniki Zawrat i Świnicę. Co zimą dla mnie było ogromnym wyzwaniem.
Panorama ze Świnicy 2301 m n.p.m.

Jak na głodomory przystało, pojawiliśmy się kilka razy na Krupówkach żeby zjeść coś nowego i smacznego. Nie obeszło się bez pysznych żurków i kwaśnicy po ciężkiej wspinaczce, jednak furorę zrobiła zupa bundzowa! Niebo w gębie. Raz do roku, w Zakopanem, trzeba ją zjeść.
Odkryliśmy również świetną knajpę Dobra nasza kasza. Przyznam szczerze, że dawno nie jadłam tak dobrze przygotowanej kaszy. Knajpa oblegana więc czekaliśmy na swoją kolej. Warto było. Zamówiliśmy po zupie, ja pomidorową, chłopak rosół. Wiecie jakie były moje pierwsze słowa po spróbowaniu? Jak u babci!
To prawda zupy były smaczne. Na drugie danie zamówiliśmy sobie kasze gryczaną w różnych wersjach do porównania. Jedną z pulpecikami wieprzowymi, drugą z kurczakiem curry, do tego surówka i dwa sosy, barbecue i czosnkowy. Wszystko komponowało się super. Oczywiście do wyboru były również inne kasze, w wielu, podejrzewam, smacznych odsłonach :)
Jeśli kiedyś tam będziecie, polecam. Zdrowo i przede wszystkim bardzo smacznie. Spójrzcie tylko:


Wszystko dobre co się szybko kończy. Nadszedł czas żeby wrócić do rzeczywistości. Dzięki uprzejmości rodziców zaopatrzyli nas oni na najbliższy czas w jedzenie, ponieważ nasze zaoszczędzone pieniążki poszły na majówkę :D w związku z tym mamy lodówkę wypakowaną po brzegi słoikami z zupą, pudełkami z potrawkami i wieloma innymi pysznościami.

W tytule ramen, a ona gada o majówce. Więc już szybciutko przechodzę do głównego wątku. Ramen! Ostatnio bardzo popularne japońskie danie (przywędrowało tam z Chin), którego bazą jest rosół i specjalny makaron. To taki japoński fast food.
Reszta składników zależy już od fantazji kucharza. Mogą to być ryby, owoce morza, warzywa tj. biała rzodkiew, kapusta pekińska, pędy bambusa czy cebula, wodorosty, mięso wieprzowe lub drobiowe, jajka, nasiona sezamu.

Kiedyś udało nam się dostać w Selgrosie miso. To tradycyjna pasta japońska, która wyprodukowana jest z fermentowanej soi, często stosowana do zup. Zazwyczaj ma słony smak, jednak spotyka się też odmiany słodkie czy pikantne. Do ramenu idealna.

Ponieważ nie zawsze jesteśmy w posiadaniu oryginalnych składników do stworzenia zupy ramen, a jesteśmy jej wielkimi fanami, stworzyliśmy trochę mniej wymagającą wersję dla studentów z tego co mieliśmy w lodówce.


Jak przygotować taki ramen?

Bazą jest rosół. Dostaliśmy litrowy słoik od rodziców więc wykorzystaliśmy go z pełną premedytacją. Przepis na to jak przygotować smaczny, chudy rosół możecie również znaleźć tutaj: ROSÓŁ

Mięso. Robiliśmy dzień wcześniej grilla więc zostały nam zamarynowane w oliwie, czosnku i tymianku, dwa kawałki karkówki. Przecież nie mogą się zmarnować. Tak więc podsmażamy ze wszystkich stron naszą karkówkę na suchej patelni i wrzucamy do rosołku.
Podpatrzyliśmy ostatnio u Pascala fajną technikę. Patelnię po smażeniu podlewamy łyżką rosołu i zdzieramy drewnianą łyżką to co zostało na jej dnie i wlewamy do rosołu. Nada to zupie fajnego, mięsnego wyrazu.

Do rosołu wrzucamy warzywa, wedle uznania, lub te które akurat mamy w lodówce. W naszym przypadku była to marchew, młoda kapusta, suszone polskie grzybki i pod koniec gotowania dodaliśmy papryczkę habanero.

Jeśli chodzi o makaron wykorzystaliśmy 4-jajeczny, lane, długie kluski. Świetnie sprawdza się też gruby makaron spaghetti, złamany na pół, lub nie (wtedy jest fajniejsza zabawa podczas jedzenia pałeczkami).

W przypadku gdy ne posiadamy miso, można dodać sos sojowy. Około pół szklanki wlewamy do rosołu (mniej, jeśli rosół jest dosyć słony). Gotujemy wszystko do momentu aż warzywa zmiękną.

Na koniec gotujemy jaja - wkładamy do zimnej wody i po zagotowaniu czekamy jeszcze 2-3 minuty, w zależności od wielkości jaj. Żółtko powinno się delikatnie rozlewać.
Kroimy drobno szczypior i wszystko ładnie układamy.

Ja potrzebowałam jeszcze kefiru. Ostre papryczki nie są dla mnie chlebem powszednim :P Jednak całość smakowała wyśmienicie.
Jeśli tak jak ja nie lubicie zbyt ostrego jedzenia, papryczkę można dodać na początku, wtedy zupa straci na ostrości podczas gotowania. Zostanie tylko delikatny posmak.

Pomysł i wykonanie mojego chłopaka, ja pomagałam :) Jednak jestem z niego tak dumna i wdzięczna, że mnie czasem rozpieszcza, więc postanowiłam umieścić tutaj jego przepis i nie przypisywać sobie zasług.
Polecam i zachęcam, smakuje jak prawdziwy ramen z restauracji!


Wegańska Wielkanoc.

Wegańska Wielkanoc.

Każdy z nas lubi święta. Nie chodzi tu o dni wolne czy możliwość spania do południa, chociaż przyznam, że to też jest miłe. Święta to czas spędzony z rodziną, odpoczynek, no i oczywiście dobre jedzenie! Ciasta, babki, pieczone mięso, jajka, barszcz i wiele wiele innych pyszności, które przygotowujemy na nasz stół.
Ponieważ to co jemy i jak przygotowujemy nasze potrawy zmienia się diametralnie, również co raz to nowe przepisy możemy znaleźć na znane nam świąteczne dania. U mnie w domu do tej pory było tradycyjnie. Pasztety, śledzie, barszczyk, kiełbasy. Jednak pojawią się w tym roku również potrawy wegańskie, ze względu na to, że siostra nie je mięsa oraz produktów odzwierzęcych.
Pomysł na to nie znalazł akceptacji wśród wszystkich w rodzinie, ale siostra uparcie trzyma się swoich postanowień i poglądów. Z doświadczenia wiem, że ta dieta jest sporym wyrzeczeniem i wymaga dużej wiedzy na temat tego co jeść żeby nie doprowadzić do niedoborów wielu cennych składników pokarmowych i mineralnych.


Przygotowałam dzisiaj trzy sprawdzone przepisy wegańskie, które znajdą się na naszym stole w Wielkanoc.

WARZYWNY PASZTET Z GROCHU

Składniki:
250g łuskanego grochu
150ml oliwy
2 cebule pokrojone w kostkę
4 posiekane ząbki czosnku
2 starte marchewki
ćwierć utartego korzenia selera
3 łyżki koncentratu pomidorowego
2 łyżki przyprawy curry
sól
pieprz
masło i bułka tarta do wysypania formy
4 jajka (opcjonalnie)

Przygotowanie:
1. Groch zalej dwiema szklankami wody i gotuj (aż się cała woda wchłonie) i będzie miękki.
2. Na patelni rozgrzej oliwę i smaż starte warzywa aż zmiękną i się zarumienią.
3. Pod koniec smażenia dodaj groch i dopraw, dodaj koncentrat pomidorowy.
4. Zmiksuj na gładką masę i wlej do formy wysmarowanej wcześniej masłem i obsypanej bułką tartą.
5. Piecz w 180 stopniach przez 40 minut
Opcja z jajami:
Roztrzepane jaja wymieszaj z masą grochową, zmiksuj blenderem na gładką masę i wlej do formy.

Zalecam postukać keksówką kilka razy żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza :) Z formy wyjmujemy gdy pasztet ostygnie.


WEGAŃSKIE, BEZGLUTENOWE KRAKERSY

Składniki:
120g mąki (bezglutenowej) lub zwykłej pszennej
50g mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
1 łyżeczka rozmarynu
1/2 łyżeczki soli morskiej
odrobina sproszkowanego czosnku (opcjonalnie)
3,5 łyżki oleju roślinnego ( ja użyłam oliwy z oliwek)
3-5 łyżek zimnej wody

Przygotowanie:
1. Mieszamy wszystkie suche składniki
2. Dodajemy olej i mieszamy mikserem lub łyżką
3. Wlewamy wodę stopniowo, nadal mieszając, aż uzyskamy pół lepkie ciasto które daje się odkleić od rąk
4. Rozwałkowujemy ciasto na grubość ok 3 mm.
5. Kroimy ciasto w małe prostokąciki lub wycinamy kółeczka za pomocą noża (ja użyłam nożyka którym wycina się faworki)
6. Pieczemy w 100-120 stopniach przez 16-25 minut.

Ciasteczka smakują świetnie z humusem lub same :)


WEGAŃSKI KEKS
(przepis na małą keksówkę)

Składniki:
1/2 szklanki rodzynek
1/2 szklanki moreli
1/2 szklanki orzechów (ulubionych)
1/2 szklanki żurawiny
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki orkiszowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
3 dojrzałe banany
3/4 szklanki wody (lub mleka)
Opcjonalnie:
1/2 szklanki cukru (jeśli banany są dojrzałe cukier tak na prawdę jest zbędny)
1 łyżeczka siemienia + 3 łyżki wody
ekstrakt waniliowy

1. Mieszamy wszystkie suche składniki i osobno wszystkie mokre
2. Dodajemy suche składniki do mokrych i mieszamy do uzyskania jednolitej masy
3. Keksówkę wykładamy papierem lub smarujemy olejem i posypujemy mąką
4. Pieczemy w 180 stopniach około godziny. Najlepiej sprawdzać patyczkiem czy ciasto jest gotowe.
2. Osobno mieszamy wszystkie mokre składniki


Chociaż osobiście nie byłam nigdy przekonana do diety wegańskiej czy wegetariańskiej muszę przyznać, że niektóre dania są naprawdę smaczne i ciekawe (pasztet moim zdaniem wymiata! :D). Jednak jest to dieta dość uboga we wszystkie pokarmy które sama lubię i nie wiem czy byłabym w stanie z nich zrezygnować.
Zaprzestanie jedzenia mięsa i pokarmów odzwierzęcych wiąże się z wieloma przyczynami, od zdrowotnych po etyczne. Nie oceniam nikogo pod tym względem i uważam, że każdy ma prawo decydować co je, a czego nie. Jednak, co zawsze będę podkreślać, należy pamiętać żeby dostarczać WSZYSTKICH niezbędnych składników, dzięki czemu unikniemy wielu problemów zdrowotnych związanych z niektórymi niedoborami.

Na koniec życzę wam wszystkim zdrowych, rodzinnych, spokojnych i smacznych Świąt Wielkanocnych :)
Zielone naleśniki!

Zielone naleśniki!

Jakiś czas temu pisałam post o wspaniałym składzie i właściwościach mąki konopnej i olejów konopnych. Zachęcam do przeczytania tego postu, jest się czym zachwycić: KONOPIE

Skoro już weszliśmy w posiadanie takiej mąki trzeba teraz coś z nią zrobić, a ponieważ ma bardzo dużo zastosowań - był już chleb, o którym również pisałam, teraz przyszedł czas na naleśniki.


Przepis na zielone naleśniki jest banalnie prosty:

Składniki na około 6 naleśników:
1 szklanka mąki konopnej
1 szklanka mąki orkiszowej/razowej/pszennej
1 jajko
szklanka wody (jeśli będzie za gęste można więcej)
szczypta soli

Wszystkie składniki łączymy jak przy tradycyjnych naleśnikach i smażymy na niewielkiej ilości oleju. Ja zazwyczaj dodaję łyżeczkę oleju do ciasta, nie ma wtedy konieczności polewania nim patelni.

Smak takiego naleśnika jest dość specyficzny, jednak uważam, że nadaje się do jedzenia i na słodko i na słono. Mój chłopak idąc na staż dostał zestaw takich naleśników z dżemem (był zachwycony), osobiście polałabym je jeszcze jogurtem naturalnym, ewentualnie można je zjeść również z serem twarogowym, jabłkami z cynamonem, a także z mięsem. Każdy wariant będzie smaczny, gwarantuję :) Jestem pewna, że wszystkie je przetestuję.

Jedzenie na przeziębienie.

Temat jaki poruszam wpadł mi do głowy nie bez przyczyny. W okresie wiosennym nasza odporność jest poddana próbie i każdy obawia się przeziębień. Niestety mnie też to dopadło, ale robię wszystko, żeby się nie poddać chorobie. Zwyczajnie nie mam na to czasu :)
Praca magisterska, dwa kierunki studiów i utrzymanie życia prywatnego w porządku to nie lada wyzwanie. Sporo stresu, biegania, zbyt lekkie ubranie (przecież już prawie wiosna) doprowadziły do tego, że w sobotni poranek kicham i prycham na wszystko i wszystkich.

Odruchowo w tym czasie sięgamy po leki, antybiotyki i inne specyfiki żeby tylko nie wylądować w łóżku z gorączką.
A co z innymi, zdrowszymi sposobami? Nie zapominajmy, że jedzenie w dużej mierze wpływa na naszą odporność i możemy uniknąć takich sytuacji dobrze się odżywiając. Nazwijcie mnie hipokrytką, jem zdrowo i kicham, ale uwierzcie mi do jutra będę jak nowo narodzona, bo wirus przyszedł, ale nie zdąży się zadomowić :) Ponieważ jedzenie nie tylko wzmacnia naszą odporność, ale również pomaga szybciej wyzdrowieć gdy już poddamy się przeziębieniu.

Witamina A
Witamina A występuje w żywności w postaci: retinolu, retinalu, estrów retinylu oraz karotenoidów, które dopiero w organizmie na skutek konwersji do dwóch cząsteczek retinolu uzyskują aktywność retinolu.
Pełni ona istotną funkcję w dojrzewaniu i różnicowaniu komórek układu immunologicznego tj. limfocytów, monocytów i neutrofili. Niedobór witaminy A osłabia aktywność fagocytarną makrofagów, czyli wychwytywania i wchłaniania drobnych cząsteczek organicznych (w tym bakterii, pierwotniaków, grzybów i wirusów).
Niedobór witaminy A niekorzystnie wpływa również na subpopulacje limfocytów T, czyli komórek układu odpornościowego odpowiedzialnych za komórkową odpowiedź odpornościową.
Komórkowa odpowiedź polega na tym, że limfocyty T atakują komórki posiadające rozpoznane antygeny, częściej wykorzystywana przeciw własnym komórkom niż obcym, które zostały zainfekowane wirusem.

Podstawowym źródłem pokarmowym witaminy A są: masło, jaja, twaróg tłusty, podroby oraz ryby (zwłaszcza śledzie), sardynki i tuńczyk.
Natomiast karotenoidów najwięcej znajdziemy w: marchwi, pomidorach, szpinaku, kapuście, morelach, pomarańczach, wiśniach.

Przeprowadzono liczne badania w celu określenia wpływu β-karotenu na zmianę liczebności limfocytów. Wyniki badań z udziałem osób starszych wskazują na wyraźne zmiany w liczbie limfocytów obserwowane u tych osób po suplementacji diety β−karotenem. Jednak stosowane były różne dawki oraz okresy suplementacji przez co nie można uzyskać jednoznacznej oceny wpływu suplementacji.
Inne doniesienia nie potwierdzają efektu wzmocnienia odpowiedzi komórkowej po stosowaniu β−karotenu.

Witamina E
Witamina E stanowi grupę związków obejmujących pochodne tiokolu: tokoferole i tokotrienole. Najaktywniejszym homologiem jest α−tokoferol.
W badaniach przeprowadzonych na zwierzętach zaobserwowano, że w przebiegu bakteryjnego zapalenia płuc dochodzi do spadku stężenia α–tokoferolu oraz kwasu askorbinowego.
Witamina E, rozpuszczalna w tłuszczach, jest niezbędna dla wzrostu komórek i utrzymania przepuszczalności błon komórkowych. Jako naturalny najsilniejszy przeciwutleniacz obecny w błonach wszystkich komórek inaktywuje efektywnie wolne rodniki.
Witamina E podawana w megadawkach(znacznie powyżej zalecanego dziennego spożycia) wpływa pobudzająco na mechanizmy odporności komórkowej i humoralnej. Szczególnie polecane jest to osobom starszym, ponieważ są oni najbardziej zagrożeni obniżeniem odporności.

Związki należące do grupy witaminy E występują przede wszystkim w produktach pochodzenia roślinnego. Niewielkie ilości α–tokoferolu występują w rybach i drobiu oraz mleku (0,5–10 mg/100 g). Najbogatsze źródło tokoferolu to oleje z zarodków pszenicy (133 mg/100 g) i nasiona słonecznika (49 mg/100 g). W oleju sojowym i kukurydzianym w większej ilości niż α–tokoferol pojawia się
γ-tokoferol 60 mg/100 g).

Witamina C
To mieszanina kwasu askorbinowego i dehydroaskorbinowego. Występuje w owocach i warzywach, takich jak: czarna porzeczka, truskawki, owoce cytrusowe, papryka, kapusta.

W leukocytach występuje w dużym stężeniu, gdzie jest szybko zużywana w czasie infekcji. Witamina C wykazuje ochronne, antyoksydacyjne działanie na lipidy błon komórkowych. Przeprowadzono wiele badań, które wskazują na występowanie zwiększonego zapotrzebowania na kwas askorbinowy w chorobie nowotworowej oraz w chorobach infekcyjnych.
WAŻNE: Działanie witaminy C nasila się przy równoczesnej podaży witaminy E!

Na prawidłowe działanie układu immunologicznego mają również wpływ pierwiastki tj. selen, cynk czy żelazo.

Selen
Jego niedobór w organizmie zaburza odpowiedź komórkową i funkcję limfocytów B, czyli prowadzi do osłabienia odpowiedzi immunologicznej organizmu na infekcję bakteryjną lub wirusową. Selen działa immunostymulująco przez pobudzenie proliferacji (zdolności namnażania się komórek) limfocytów T, nasilenie odpowiedzi na antygeny i pobudzenie aktywności komórek NK (naturalni zabójcy - główna grupa komórek układu odpornościowego odpowiedzialna za zjawisko naturalnej cytotoksyczności) i limfocytów cytotoksycznych.

Dzienne zalecane spożycie selenu jest uzależnione od wieku i stanu organizmu. Wynosi ok 20μg u dzieci do 55 μg u dorosłych. W czasie ciąży należy zwiększyć podaż selenu do 220 μg.
Produkty o dużej zwartości białka są bogatym źródłem selenu. Występuje w podrobach, przede wszystkim nerkach (200 μg/100 g), tak że owocach morza oraz rybach (20–60 μg/100 g). Dobrym źródłem selenu jest mleko i jego przetwory, oraz produkty zbożowe.

Cynk
Cynk jest kofaktorem ponad 300 enzymów, wpływa na funkcjonowanie narządów i tkanek, w tym także na układ immunologiczny. Niski poziomu cynku w surowicy osłabia aktywność komórek NK i zdolność makrofagów do fagocytozy. Suplementacja oraz optymalne spożycie cynku przywracają prawidłową odpowiedź immunologiczną oraz zmniejszają ryzyko zapadalności na infekcje.
Zalecana dawka dla mężczyzn wynosi 11 mg/os/dzień, natomiast u kobiet 8 mg/os/dzień.

Zasobne w cynk są: ciemne pieczywo, sery podpuszczkowe, mięso, wątroba, kasza gryczana zawierające od 2–5 mg Zn/100 g.

Żelazo
Z całej puli żelaza zawartego w organizmie ok. 75% znajduje się w metabolicznie aktywnych związkach, tj. w hemoglobinie, mioglobinie, enzymach i transferynie.
Niedobór żelaza w tkankach prowadzi do obniżenia odporności organizmu. Niedobór żelaza zwiększa ryzyko infekcji, zakażeń, a także obniża czynność bakteriobójczą.
Niedobór żelaza nie wpływa zasadniczo na aktywność fagocytarną monocytów, ale osłabia ich działanie bakteriobójcze.

Zalecane spożycie dla mężczyzn to 10 mg/os/dzień, natomiast dla kobiet – 18 mg/os/dzień.
Główne źródła pokarmowe żelaza hemowego(łatwo przyswajalne) to: podroby (wątroba, nerki), mięso, ryby, a niehemowego (trudno przyswajalne) – produkty zbożowe, rośliny strączkowe.

Podsumowując :)

* Rola witamin w funkcjonowaniu naszego układu odpornościowego jest bardzo duża. Witaminy, makro- i mikroelementy mają duży wpływ na regulację i rozwój komórek naszego UO.

* Duży wpływ na działanie tych składników ma ilość i częstość ich dostarczania.

* Działanie tych składników na odporność może być wykorzystane w profilaktyce i leczeniu chorób infekcyjnych, przewlekłych, a także w wieku podeszłym.


Literatura:
1. Dymarska E., Grochowalska A., Krauss H. Wpływ sposobu odżywiania na układ odpornościowy. Immunomodulacyjne działanie kwasów tłuszczowych, witamin i składników mineralnych oraz przeciwutleniaczy. Nowiny Lekarskie, 2013.
2. Krzysik M., Biernat J., Grajeta H. Wpływ wybranych składników odżywczych pożywienia na funkcjonowanie układu odpornościowego
Cz. II. Immunomodulacyjne działanie witamin i pierwiastków śladowych na organizm człowieka. Advances in Clinical and Experimental Medicine, 2007
3. Gawęcki J., Hryniewiecki L. Żywienie człowieka. Podstawy nauki o żywieniu. Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2010.
Sernik z rodzynkami

Sernik z rodzynkami

Bardzo długo zwlekałam z publikowaniem przepisu na ten sernik. Chciałam go dopracować tak, żeby był pyszny, delikatny i niskokaloryczny, a do tego banalny w przygotowaniu. Udało się więc już dzisiaj mam dla was przepis na sernik, który można zjeść bez wyrzutów sumienia.

Składniki:
1kg mielonego sera twarogowego
3 średnie jaja
pół kostki margaryny lub pół szklanki rozpuszczonego oleju kokosowego
1/3 szklanki cukru
łyżeczka cukru wanilinowego
pół szklanki rodzynków (które moczymy w gorącej wodzie) lub daktyli, można też dodać wiórki kokosowe
2 łyżki kaszy manny

Przygotowanie:
1. Ucieramy margarynę z cukrem i cukrem wanilinowym
2. Dodajemy trzy żółtka i dalej ucieramy do uzyskania jednolitej masy
3. Stopniowo, łyżkami, dodajemy twaróg, ciągle mieszając
4. Następnie wsypujemy kaszę mannę i rodzynki
5. W osobnej misce ubijamy białka na sztywną pianę
6. Ubitą pianę delikatnie przenosimy do miski z serem i powoli mieszamy, najlepiej drewnianą łyżką.
7. Do wyłożonej papierem formy do pieczenia (może być tortownica), przelewamy ciasto
8. Sernik pieczemy w temperaturze 180 stopni, przez 55-60 minut.

Jedynym problemem z jakim się borykam, to stary, źle działający piekarnik. Niestety w akademiku nie możemy liczyć na świetny sprzęt kuchenny, jednak mimo problemów sernik wychodzi pyszny.

De volaille z kaczki w sous vide.

De volaille z kaczki w sous vide.

Kaczka ostatnio pojawia się u nas coraz częściej. Dzięki uprzejmości rodziców mojego chłopaka, raz na jakiś czas, dostajemy całą kaczkę dla siebie. Daje nam to dużo możliwości jeśli chodzi o gotowanie obiadów. Z jednej kaczki udaje nam się zrobić przepyszny rosół, smalec, dwa de volaille i zostają nam jeszcze dwa udka. Tak więc wychodzi około 4 obiady.
Uwielbiam czas kiedy siadamy pod koniec tygodnia w kuchni i przygotowujemy, obrabiamy, przerabiamy i gotujemy na następny tydzień. Dzięki sous vide mamy możliwość zapakowania, wcześniej przygotowanego i doprawionego, mięsa, a potem wystarczy tylko wyjąć z zamrażarki, wrzucić do wody i po godzinie obiad gotowy, a jeśli to jest zupa, jest jeszcze prościej. Jest to dla nas bardzo wygodne, szczególnie, że ostatnie tygodnie są bardzo pracowite.


Wracając do kaczki!
Skłamię jeśli powiem, że kaczka jest dietetyczna. Mięso z kaczki jest dużo bardziej kaloryczne niż mięso z indyka czy kurczaka. 100 g tuszki z kaczki dostarcza 240 kcal. Najchudsze są piersi (bez skóry 140 kcal, ze skórą ok 220kcal).
Kaczka to również dobre źródło białka. W 100g znajduje się ok 19g białka. Jednak przez dużą zawartość tłuszczu mięso to nie jest lekkostrawne. W 100g kaczki znajduje się około 28g tłuszczu.
Tabela przedstawia zawartość tłuszczu w mięsie z kaczki [National Nutrient Database for Standard Reference, 2016]


Profil kwasów tłuszczowych jest dużo korzystniejszy niż w innych mięsach czerwonych. Charakteryzuje się większą ilością nienasyconych kwasów tłuszczowych, które wywierają korzystny wpływ na nasze zdrowie. Jednak ze względu na zawartość tłuszczu nie powinno być spożywane zbyt często.

Mięso z kaczki zawiera dużą ilość witamin: witaminy A, witamin z grupy B oraz fosfor, magnez, potas.
W 100g znajduje się [USDA]:
4,8 mg - Witamina B3
0,18 mg - Witamina B6
0,3 µg - Witamina B12
63 µg - Witamina A

204 mg - Potas
156 mg - Fosfor
16 mg - Magnez
11 mg - Wapń

A teraz przepis :)

Składniki:
dwie piersi z kaczki
kilka cienkich plasterków parmezanu
2 duże plastry pomidorów suszonych
bazylia świeża, kilka listków


1. Piersi z kaczki należy przekroić tak, żeby utworzyły dwa duże płaty.
2. Układamy na nich parmezan, pokrojone pomidory i drobno posiekaną bazylię
3. Piersi szczelnie zawijamy, tak żeby podczas gotowania nic nam ze środka nie wypłynęło
4. De volaille umieszamy w foli, odsysamy powietrze i zgrzewamy.
5. Gotujemy przez 1h, w temperaturze 63 stopni.

Gwarantuję niezapomniane odczucia smakowe :) Jak wygląda ugotowany de volaille możecie zobaczyć w poprzednim poście.


Jak wspomniałam wcześniej, z kaczki udało nam się również zrobić smalec oraz 3 litrowe słoiki zupy! Tym razem szczawiowa, na rosole, który gotował się całą noc. Jedna z moich ulubionych zup. Spójrzcie jak piękny kolor kaczka nadała temu rosołowi.


Warzywa w sous vide.

Warzywa w sous vide.

Kiedy przez ostatni rok jadłam warzywa gotowane na parze nie przyszło mi do głowy, że mają one inny smak kiedy ugotują się w sosie własnym.
Tak dzieje się, gdy gotujemy warzywa metodą sous vide. Zamknięte w próżni gotują się w temperaturze około 83-85 stopni Celsjusza, przez ok 10 - 30 minut, w zależności od rodzaju.
Mimo, że warzywa nie podlegają tak krytycznej regulacji temperatury jak mięso czy ryby, warto wiedzieć jak prawidłowo je przygotować, żeby uzyskać zadowalający efekt.
Gotowanie warzyw w sous vide i odseparowanie ich od wody, pozwala zachować wartość odżywczą, która zwykle jest niższa kiedy gotujemy warzywa bezpośrednio w wodzie. Nie tracą one koloru oraz smaku, a także, co może niektórych zaskoczyć, są na prawdę pyszne i chrupiące.
Nasze gotowanie polega na eksperymentowaniu. Nie czytamy poradników, ale metodą prób i błędów znajdujemy odpowiednie temperatury i czas gotowania danych produktów.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przetestowaliśmy już bardzo dużo różnych kombinacji jeśli chodzi o gotowanie mięsa czy warzyw. Pojawiła się już kaczka, indyk czy wątroba wołowa lub wieprzowa, które w towarzystwie marchewki, buraka lub brokuła były zaskakująco przyjemnym dla podniebienia doświadczeniem.

Uwierzcie mi, kiedy próbujemy warzywa ugotowane w sous vide, za każdym razem zaskakuje nas ich wyrazisty smak i zapach. Gdyby było to możliwe przemyciłabym to na bloga, ale na ten moment, żeby nie być gołosłowną, mogę wam jedynie pokazać.


Wcześniej umyte i wysuszone warzywa trafiają do próżni, a potem na nasz talerz z zachowaną całą gamą kolorów, smaków, zapachów i składników mineralnych. Również ich struktura, mimo odessanego powietrza, zazwyczaj się nie zmienia.
Do środka można również włożyć natkę pietruszki, odrobinę masła czy cebulki. Wszystko to bardzo fajnie się komponuje, a brokuły z masełkiem nie dosyć, że chrupiące, to smaczne jak nigdy. Myślę, że niejeden niejadek mógłby się skusić :)

A tak wygląda de volaille z kaczki gotowany metodą sous vide:

De volaille autorstwa mojego chłopaka, z marchewką, oscypkiem i szczypiorem. Nietypowe, oryginalne i smaczne!
Jak przygotować takiego de volaille?
Pierś z kaczki kroimy na cieńsze plastry, układamy pokrojone w drobne paski warzywa oraz ser i zawijamy szczelnie żeby nic nie wypadło ze środka.
Tak przygotowane piersi wkładamy do specjalnego worka foliowego i za pomocą specjalnego urządzenia do pakowania próżniowego, odsysamy powietrze i zgrzewamy worek. Urządzenie to jest tak sprytne, że wystarczy wcisnąć jeden guzik i samo zrobi wszystko za nas.
Następnie wkładamy do sous vide i wciskamy start (83 stopnie, 1-1:20h). A teraz możemy spokojnie zająć się innymi sprawami, dopóki urządzenie nie da nam znać, że obiad gotowy.
Wygoda przygotowania posiłku w ten sposób pozwala nam oszczędzić stania przy kuchni i pilnowania żeby nam się nie rozgotowało, nie przypaliło, nie wykipiało. Obiad sam się robi, a my w tym czasie możemy zrobić rzeczy, które odkładaliśmy na "po obiedzie".

Ponieważ z roztargnienia zapominam fotografować każdy etap przygotowania takiego posiłku nie mam zdjęć, ale przy następnej okazji obiecuję, zdjęcia będą :)

Konopie

Konopie

Jakiś czas temu pisałam pracę na zaliczenie przedmiotu Innowacje w przetwórstwie surowców roślinnych. Praca miała być na temat innowacyjności więc dzisiaj przemycę trochę wiadomości na temat mąki konopnej. Dla mnie nowość. Byłam zaskoczona jak dużo dobrego ma w sobie ta roślina.

Żywność funkcjonalna odgrywa ważną rolę w codziennej diecie, co znacznie wpływa na poprawę zdrowia oraz jakości życia ludzi. Istnieje wiele dowodów na to, że konopie (Cannabis sativa) ma wiele zalet i są wykorzystywane w przemyśle spożywczym jak również w lecznictwie. Fakt, że konopie są wykorzystywane jako produkt spożywczy początkowo zaskakuje i dezorientuje większość ludzi. Informacje dostępne na temat konopi są znacznie okrojone i jedyne czego można się dowiedzieć z dostępnych źródeł to fakt, że liście żeńskich odmian tej rośliny wykorzystywane są do produkcji marihuany – zawierającej psychoaktywne substancje. Jednak najstarsze źródła (XVI p.n.e.), dotyczące chińskiego rolnictwa donoszą, że było to główne zboże uprawiane w Chinach. Cenne wartości odżywcze tej rośliny znajdują się w nasionach, które wyglądem przypominają inne nasiona zbóż np. pszenicy, oraz które nie zawierają substancji psychoaktywnych.

Konopie to doskonałe źródło pełnowartościowego białka (47%). Dwa główne białka to edestyna i albumina. Białko konopne zawiera aż 65% edestyny (globuliny zbliżonej do globulin zawartych w ludzkiej krwi, może więc z łatwością odżywiać mięśnie). Białko konopi zawiera wszystkie 20 aminokwasów endogennych oraz wszystkie 10 aminokwasów egzogennych. Ważnym aspektem białek nasion konopi jest wysoka zawartość argininy (123mg/g białka) i histydyny (27 mg/g białka) oraz metioniny (23 mg / g białka) i cysteiny (16 mg / g białka). Arginina jest prekursorem w syntezie związków o ważnym znaczeniu w przemianach biochemicznych, tj. tlenku azotu, proliny, glutaminianu, kreatyny, dimetyloargininy, mocznika. Szczególną rolę odgrywa w układzie krwionośnym, gdzie odpowiada za rozszerzanie naczyń krwionośnych. Stała synteza argininy w śródbłonku przeciwdziała rozwojowi nadciśnienia i innym schorzeniom układu naczyniowego. Histydyna natomiast jest prekursorem histaminy, stanowi ważny składnik budulcowy mioglobiny (magazynującej tlen w mięśniach), uczestniczy w syntezie kwasów nukleinowych oraz bierze udział w syntezie hemoglobiny.

W porównaniu z większością nasion i orzechów, w nasionach konopi zawartość tłuszczu jest stosunkowo niska i wynosi ok. 46,5 %, a produkty otrzymane z tych nasion mają niską zawartość cholesterolu oraz wysoką zawartość naturalnych fitosteroli, które dodatkowo obniżają poziom cholesterolu. Ponieważ białko z konopi jest nieprzetworzone, wszystkie kwasy tłuszczowe, są w nim zachowane. Olej konopny składa się w ponad 80% z nienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie są to: kwas linolowy (omega-6), kwas α-linolenowy (omega-3) oraz kwas y-linolenowy. Kwasy te obniżają stężenie „złego” cholesterolu (LDL) i podnoszą stężenie „dobrego” cholesterolu (HDL). W efekcie powodują znaczące zmniejszenie ryzyka wystąpienia miażdżycy tętnic i chorób z niej wynikających. Kwas linolowy (omega-6) i kwas α-linolenowy (omega-3) nie mogą być produkowane w organizmie człowieka - muszą być dostarczone z pokarmem. Są niezbędne do prawidłowego rozwoju młodych organizmów i zachowania zdrowia u osób dorosłych. Poza funkcją budulcową wykorzystywane są do tworzenia prostaglandyn (hormonów tkankowych), wpływających na czynności układu krążenia, na trawienie. Spożywanie oleju konopnego zaspokaja ponad 30% zalecanego dziennego zapotrzebowania na kwasy omega-3 w jednej porcji. Białko konopne jest jedynym, które zawiera w sposób naturalny kwasy omega-3.

Zawartość węglowodanów w łuskanych nasionach konopi wynosi 11,5%, w tym 2% cukru. 6% węglowodanów występuje w postaci błonnika pokarmowego. Zawartość błonnika w mące z nasion konopi wynosi 40%, co jest najwyższą wartością ze wszystkich dostępnych mąk.
Ziarna konopi mają wysoką zawartość przeciwutleniaczy (92,1 mg/100 g) w postaci alfa-, beta-, gamma- i delta-tokoferoli i alfa-tokotrienolu, które są różnymi formami witaminy E. Dodatkowo, nasiona konopi zawierają szeroką gamę innych witamin i minerałów. Są to głównie wapń (180-250mg/100g mąki), żelazo (20-30mg/100g mąki), sód (10-20mg/100g) oraz witaminę B1, witaminę B2, witaminę B6 i witaminę D.
Dodatkowo mąka konopna nie zawiera glutenu.

Przekonałam was do stosowania tej mąki? ;) jeśli chodzi o jej dostępność to można ją kupić w dużych supermarketach. Cena niestety jak na tego typu produkty wysoka. Za 250g mąki konopnej zapłaciłam około 7 zł.

Mąkę konopną można stosować do chleba, ciast, babeczek czy naleśników. Ja przygotowałam dla was przepis na chleb.


Przepis na jeden chlebek:

Składniki:
- Zakwas (opcjonalnie)
- szklanka mąki żytniej
- szklanka ciepłej wody (200ml)
- 750g mąki pszennej pełnoziarnistej
- 250g mąki konopnej
- 3 łyżeczki soli
- 1/6 paczki drożdży
- ciepła woda w której rozpuszczamy drożdże - 750ml

Przygotowanie:
1. Zaczynamy od przygotowania zaczynu. Mieszamy zakwas ze szklanką mąki żytniej i szklanką ciepłej wody.
2. Odstawiamy pod przykryciem na kilka godzin, może być nawet na noc.
3. Po tym czasie dodajemy mąkę pszenną, mąkę konopną, sól, oraz wodę z drożdżami i wszystko dokładnie mieszamy.
4. Gotowe ciasto nakrywamy ścierką i trzymamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Wyrośnięte znaczy jakie? Osobiście czekałam aż ciasto dojdzie do brzegów miski. Musi postać te 1-2h.
5. Ciasto przekładamy do foremek. Jeśli to konieczne foremki dobrze jest posmarować odrobiną oleju i obsypać mąką, wtedy chlebek nie przywrze.
6. Ciasto w foremkach również powinno trochę podrosnąć, ale uważajmy, żeby się nie wylało.
7. Pieczemy w 150 stopniach przez 60 minut. Na koniec, ok. 5 minut przed czasem można ciasto wyjąć z formy i odwrócić do góry spodem i tak podpiec jeszcze 10minut.

Przepis na zwykły chleb znaleźć możecie pod tym linkiem: - > chleb żytnio-orkiszowy

Literatura:
Arginina – metabolizm i funkcje w układzie sercowo−naczyniowym. Ścibor D, Czeczot H., Advances in Clinical and Experimental Medicine, 2005.
Cannabis and Cannabinoids: Pharmacology, Toxicology, and Therapeutic Potential. Grotenhermen F., Russo E., The Haworth Integrative Healing Press, 2002.
Influence of Extruded Hemp-Rice Flour Addition on the Physical Properties of Wheat Bred. Wang Y., Norajit K., Ryu G., Journal of Nutrition & Food Sciences, Vol 16, 2011.
Hemp: Nature’s Forgotten Nutraceutical. Tanelian D., Manitoba Harvest Hemp Foods & Oils.
https://zasadyzywienia.pl/histydyna.html
Bez powietrza!

Bez powietrza!

Nowy rok przyniósł wiele zmian w moim życiu. Ale jest jedna, o której chcę wam dzisiaj napisać. Tegoroczne święta przyniosły nam nowy gadżet. Sous vide, które zostało zakupione jako prezent świąteczny było najlepszym rozwiązaniem dla naszej kuchni. Oprócz tego weszliśmy również w posiadanie urządzenia do próżniowego pakowania żywności, bez którego już nie jesteśmy w stanie się obejść.
Zauważyłam, że bardzo ciężko znaleźć informacje na polskich stronach na temat gotowania w sous vide więc rozpoczynam nowy cykl postów, w którym będę wrzucać sposób przygotowania składników, czas i temperaturę gotowania. Żałuję, że nie mogę wam dać spróbować tych obiadów. Zachwycałam się jak dobrze może smakować obiad gotowany na parze, ale do smaku dania z sous vide jest mu daleko!

O tym jak gotować na parze możecie przeczytać we wcześniejszych postach. Metoda prosta, szybka i smaczna. Tym razem będzie podobnie, a nawet jeszcze lepiej.
W czym tkwi sekret?

Gotowanie w sous vide, czyli "bez powietrza", polega na znacznym wydłużeniu czasu gotowania w stosunkowo niskich temperaturach. Żywność nie ma kontaktu z wodą, ponieważ pakowana jest w specjalnie przeznaczone do tego typu obróbki worki. Worki te są szczelnie zamknięte, a powietrze z nich jest wyssane. I tutaj pojawia się takie pojęcie jak pakowanie próżniowe.

Pakowanie próżniowe to metoda pakowania w modyfikowanej atmosferze, polegająca na obniżeniu ciśnienia atmosferycznego w opakowaniu przez częściowe usunięcie powietrza. Zalet takiego sposobu pakowania jest wiele. Wyróżnić należy przede wszystkim:
- ochronę produktów przed bakteriami i pleśnią, tak więc spokojnie możemy tak zapakowany produkt potrzymać trochę dłużej w lodówce lub zamrażarce (tabela poniżej),
- produkty dłużej pozostają zdrowe, zachowują swój smak i wartości odżywcze, więc podczas gotowanie nie tracimy cennych składników mineralnych, które zwykle zostają w wodzie.
- pozwala na efektywne przeniesienie energii cieplnej z wody (lub pary) do żywności.
- pakować można praktycznie wszystko.


Wracając do sous vide! Generalnie obsługa jest banalnie prosta. Nalewamy do zbiornika wodę, do minimalnej granicy, następnie ustawiamy czas gotowania i temperaturę w jakiej chcemy gotować. Urządzenie nagrzeje wodę i poinformuje nas gdy osiągnie ustaloną temperaturę. Wkładamy zapakowane wcześniej składniki i wciskamy start. Urządzenie samo kontroluje temperaturę oraz odlicza nam czas do końca po czym samo się wyłącza, informując wcześniej pikaniem, gdy obiad jest gotowy, więc przy okazji oszczędzamy również prąd. :) Maszyna nie pracuje niepotrzebnie.
Szczerze mówiąc nie byłam przekonana do tego zakupu. Niestety urządzenia tego typu są dosyć kosztowne i zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Jednak po tym jak zjadłam kilka obiadów i zachwyciłam się zupełnie innym smakiem jedzenia wszystkie wątpliwości zniknęły. Warto zainwestować w zdrowie. A zdrowe odżywianie to ważny klucz do długiego i zdrowego życia.

Gotowanie w sous vide pozwala zachować smak, witaminy i kolor, czyli dobrą jakość żywności. Produkty tak przygotowywane mają o wiele bardziej delikatny smak, a ich naturalna struktura nie jest podczas gotowania uszkodzona. Zachowuje się więcej niż podczas tradycyjnego gotowania witamin i mikroelementów, ponieważ wszystkie naturalne soki są zatrzymywane w potrawach.

Długi czas jaki jest potrzebny w przypadku gotowania produktów takich jak niektóre mięso czy ryby niekoniecznie jest wadą tej metody. Ponieważ rano możemy nastawić obiad, a po powrocie z pracy czeka już na nas cieplutki i gotowy. Nie odgrzewany czy odsmażany, a ugotowany i pełnowartościowy.

Dlatego od dziś, na moim blogu będę zamieszczać przepisy na smaczne dania z sous vide i wiele różnych nowinek na ten temat. Mam nadzieję, że zachęcę was do spróbowania tej metody.

1. A Practical Guide to Sous Vide Cooking http://www.douglasbaldwin.com/sous-vide.html
2. Sous vide cooking, https://www.google.com/patents/US20160081372



Copyright © 2014 W Morozówce , Blogger