Kofeina - przyjaciel czy wróg?

Kofeina - przyjaciel czy wróg?

Kawa, kawusia, kawka :)) Mało znam ludzi, którzy nie piją kawy, a jeszcze mniej tych co jej nie lubią. Co w niej jest takiego, że wszystkich do niej ciągnie? O tym i o jej wpływie na zdrowie będzie w dzisiejszym poście.
Intensywny tryb życia sprawił, że większość ludzi sięga po różne napoje i środki pobudzające. Chcemy zwiększać swoją aktywność i efektywność pracy, pobudzić koncentrację czy przegonić zmęczenie. Najczęstszym naszym wyborem jest kofeina.

Kofeina występuje przede wszystkim w ziarnach kawy, ale także w liściach herbaty i orzeszkach kola.
Positivelly Coffee Programme, podjęty przez ICO (International Coffee Organisation – Międzynarodowa Organizacja Kawy) wspólnie z Instytutem Informacji Naukowej o Kawie prowadzi szereg badań naukowych z których wynika, że umiarkowane picie kawy jest w pełni bezpieczne i w żadnym wypadku nie stanowi zagrożenia dla zdrowia. Zawarte w tym napoju składniki odpowiedzialne są za wiele korzystnych procesów zachodzących w organizmie człowieka. Prawdopodobnie picie kawy może nawet pomagać w zapobieganiu rozwojowi niektórych rodzajów nowotworów [1].

Kofeina to nie jedyna substancja chemiczna znajdująca się w kawie. Wykryto ich już aż 700. Do najważniejszych składników kawy zalicza się węglowodany, tłuszcze, wodę, proteiny, kwasy roślinne, alkaloidy, takie jak kofeina, minerały oraz substancje aromatyczne. Zawartość tych substancji różni się w zależności od tego czy są to ziarna surowe, palone, czy gotowy napar. Jednak to właśnie kofeina jest najważniejszą substancją czynną, przez którą to właśnie po kawę sięgamy, żeby się pobudzić.
Z ciekawostek powiem wam, że kofeina, podobnie jak nikotyna i wiele leków, w środowisku naturalnym jest trucizną produkowaną przez rośliny w celu ochrony przed szkodnikami.

Kofeina jest szybko i prawie całkowicie wchłaniana do układu krążenia z przewodu pokarmowego i po upływie godziny osiąga maksymalne stężenie, które utrzymuje się przez około 4 godziny. Kofeiny szybciej pozbywa się organizm kobiety, jednak najszybciej zachodzi to u palaczy (palenie tytoniu jest czynnikiem przyspieszającym metabolizm kofeiny niemal dwukrotnie), najdłużej natomiast trwa to u osób ze schorzeniami wątroby.

Dawka śmiertelna to 100g kofeiny.

Jak działa kofeina? Wpływa na nasz układ nerwowy, krwionośny, pokarmowy oraz gospodarkę wodno-elektrolitową. Stymuluje ośrodkowy układ nerwowy m.in wpływa na proces snu i czuwania, poprawia koncentrację, zmniejsza uczucie senności. W większej dawce pobudza strefę motoryczną kory mózgowej. Może również powodować rozdrażnienie, niepokój, napady lęku czy bezsenność.
Źródła podają różne bezpieczne dawki kofeiny, ale wynoszą one około 400-450 mg/dobę dla osób dorosłych i 45 mg/dobę dla dzieci w wieku 4-6 lat [2].
Mechanizm, poprzez który kofeina oddziałuje na organizm polega przede wszystkim na blokowaniu receptorów adenozyny, co przejawia się zwiększeniem wydzielania katecholamin: adrenaliny, dopaminy i serotoniny. Skutkiem tego jest pobudzenie ośrodkowego układu nerwowego, przyspieszenie pracy serca, rozszerzenie naczyń krwionośnych.

Dostępność badań na temat wpływu kofeiny na organizm człowieka zaskakuje, jednak ich wyniki nie dają jednoznacznych odpowiedzi. Zależy to od wielu czynników endogennych i środowiskowych, które wpływają na metabolizm kofeiny u poszczególnych osób.

Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) uznał oświadczenie za udowodnione naukowo, że „kofeina, w dawce co najmniej 75 mg zwiększa czujność i skupienie”. Nie wydano natomiast pozytywnej opinii odnośnie oświadczeń, że „kofeina zwiększa spalanie tkanki tłuszczowej i wydatkowanie energii przez organizm, co prowadzi do redukcji masy ciała” [3].

Badania, a wpływ kofeiny na organizm człowiak.
Badania wykazują, że picie kawy może nasilać schorzenia sercowo-naczyniowe poprzez wzrost stężenia cholesterolu całkowitego, wzrost frakcji LDL, spadek frakcji HDL oraz wzrost stężenia homocysteiny. Za takie działanie prawdopodobnie nie odpowiada kofeina, lecz diterpeny – związki lipidowe kawy takie jak kafestol i kahweol, które są uwalniane w znacznym stopniu podczas gotowania kawy po turecku lub w kafeteriach. Diterpeny w większości zatrzymywane są za pomocą bibuły filtracyjnej w ekspresie do parzenia kawy, dlatego kawa filtrowana powoduje jedynie niewielki wzrost poziomu cholesterolu w surowicy.
Przypuszcza się, iż kawa wpływa na rozwój choroby niedokrwiennej serca. Powodem tego może być wspomniany wzrost poziomu cholesterolu, homocysteiny oraz niekorzystny wpływ na śródbłonek naczyń krwionośnych.
Jednak wiele badań sugeruje, że umiarkowane spożycie kofeiny, poniżej 400 mg dziennie (ok. czterech filiżanek kawy), nie wywiera znaczącego wpływu na układ sercowo-naczyniowy. Pozytywny efekt na serce wywierają polifenole, które są antyoksydantami.

Brak spójności wyników badań epidemiologicznych i klinicznych może wskazywać na to, że na skutek rozwoju tolerancji organizmu negatywne skutki spożywania kawy maleją. Ponadto kawa poza kofeiną zawiera szereg innych składników, którym przypisuje się korzystne oddziaływanie na zdrowie [4].

Kofeina wpływa na nasz układ kostny. Uważa się, iż spożywanie codziennie dużych dawek kofeiny może powodować osteoporozę, wpływać na proces gojenia kości, przyczyniać się do powstawania złamań.
Wyniki badań wskazują, że w czasie intensywnego wzrostu kości spożywanie kofeiny może mieć negatywny wpływ na ich strukturę oraz proces gojenia. Tak więc rozpoczęcie spożywania kofeiny w zbyt młodym wieku może zwiększać ryzyko złamań, które rośnie wraz ze zwiększaniem dawki.
Wśród ludzi, spożywających małe ilości wapnia, kofeina usuwa wapń i magnez z organizmu. W badaniach odnotowano, że po przyjęciu dawki kofeiny 150-300mg, wzrost wydalania wapnia z moczem nastąpił w ciągu 2-3 godzin [5].
Inne badania wskazują, iż dawki dobowe przynajmniej 800 mg wapnia i mniejsze niż 400 mg kofeiny nie wywierają wpływu na poziom wapnia ani strukturę kości.

W układzie pokarmowym kofeina rozkurcza mięśnie gładkie oraz w dużym stopniu pobudza wydzielanie kwasu solnego, co może sprzyjać powstawaniu zmian zapalnych w obrębie błony śluzowej jelit i żołądka.

Stałe spożycie kofeiny upośledza tolerancję glukozy, zwiększając jej stężenie we krwi, zwiększa stężenie insuliny, obniża wrażliwość tkanek na ten hormon. Badania wykazały, że u ludzi zdrowych spożywających dwa razy dziennie kofeinę w dawce 200 mg przez tydzień, zmniejsza się wrażliwość tkanek o 35% na insulinę.
Spożywanie 6 filiżanek kawy codziennie może zmniejszać ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 o 22%. Jest to spowodowane uwalnianiem kwasów tłuszczowych oraz glikogenu, ich oksydacją, a co za tym idzie, zwiększeniem zużycia energii. Istnieje zależność między dawką kofeiny, a ryzykiem rozwoju cukrzycy typu 2. Im wyższa dawka kofeiny, tym mniejsze ryzyko cukrzycy typu 2.

Picie kawy przez kobiety w ciąży wymaga kontroli. Kofeina i jej metabolity swobodnie przechodzą przez łożysko. Dokładny mechanizm niekorzystnego działania kofeiny na płód i przebieg ciąży nie jest wyjaśniony. Badania sugerują, że kofeina może zakłócać łożyskowy przepływ krwi i upośledzać transport substancji odżywczych do płodu. Spożywanie kofeiny podczas ciąży zwiększa ryzyko małej masy urodzeniowej noworodka, poronienia czy porodu przedwczesnego. Kofeina również łatwo przechodzi do mleka kobiecego, dlatego spożywanie tej substancji w okresie karmienia również powinno być kontrolowane.

Gdzie znajdziemy kofeinę i w jakich ilościach?
Kawa - w zależności od rodzaju i sposobu jej przygotowania zawartość kofeiny zawiera się w przedziale od 27 do 282 mg. Zawartość kofeiny w filiżance (160 ml) mocnego naparu kawy mielonej, zalewanej wrzątkiem wynosi średnio 74 mg, a taka sama porcja kawy rozpuszczalnej dostarcza 117 mg kofeiny.

Herbata - ilość kofeiny zależy od rozdrobnienia liści, ilości herbaty użytej na porcję i warunków parzenia (temperatury wody i czasu naparzania). W porcji herbaty przyjmuje dość szeroki zakres pomiędzy 14–65 mg. Przeprowadzono badania na ilość kofeiny w naparze herbaty w zależności od czasu jej parzenia. Szklanka herbaty czarnej ekspresowej, bardzo krótko parzonej (15 sekund) zawiera ok 15 mg kofeiny, herbaty parzonej 1 minutę - 22 mg, a herbaty długo parzonej (5 minut)38 mg kofieny. Nie została stwierdzona różnica pomiędzy zawartością kofeiny w naparach herbat ekspresowych i sypkich.

Czekolada/kakao - w zależności od udziału ziarna kakaowego w tych produktach tabliczka czekolady mlecznej (100g) zawiera 16–26mg kofeiny, natomiast w czekoladzie gorzkiej jest jej aż trzykrotnie więcej 52-85mg.

Napoje typu cola - 100 ml napoju zawiera średnio 10 mg kofeiny.

Napoje energetyzujące - W Polsce obecnie zdecydowana większość tych napojów zawiera 80 mg kofeiny. Z powodu braku regulacji prawnych zawartość kofeiny w tych produktach jest zróżnicowana i wykazuje tendencje wzrostowe. W Ameryce opakowanie jednostkowe zawiera od 50 do 505 mg kofeiny!


Podsumowując:
- Zawarte w kawie składniki odpowiedzialne są za wiele korzystnych procesów zachodzących w organizmie człowieka
- Bezpieczna dawka kofeiny wynosi około 400-450 mg/dobę dla osób dorosłych i 45 mg/dobę dla dzieci w wieku 4-6 lat
- Małe dawki przyjmowanej kofeiny, w porównaniu do wysokich, mogą wywoływać bardziej korzystne subiektywne efekty
- Warto zwrócić uwagę na zawartość kofeiny w produktach żywnościowych. Umiarkowanie to podstawa zdrowego odżywiania się, także w przypadku kofeiny.
- Spożycia bardzo dużych ilości kofeiny może powodować większe problemy niż oczekiwane korzyści
- Spożywanie kofeiny przez kobiety w ciąży powinno przebiegać pod kontrolą
- Na zawartość kofeiny w poszczególnych produktach ma wpływ wiele czynników, tj. sposób przygotowania, czas parzenia czy temperatura parzenia.
- Umiarkowane spożycie kofeiny, poniżej 400 mg dziennie (ok. czterech filiżanek kawy), nie wywiera znaczącego wpływu na układ sercowo-naczyniowy.

Tak więc jak w każdym innym poruszanym przeze mnie temacie na koniec dopiszę tylko: UMIAR. Jeśli we wszystkim zachowamy umiar to będzie wywierało to korzystny wpływ na nasz organizm. Wszystko jest dla ludzi (szczególnie kawa!) bez której się czasami nie da przeżyć dnia, dlatego nie obawiajmy się, że kawa szkodzi. Jeśli zachowamy umiar w piciu napojów z kofeiną nie mamy się czego obawiać. Kawa i ciasto to najlepszy cheat meal :)

A już w tym tygodniu przepis na sernik! Pyszny, lekki, zdrowy i niskokaloryczny, bo jakże by inaczej? :) Życzę udanej niedzieli.


Poprawmy sobie humor jedzeniem!

Poprawmy sobie humor jedzeniem!

Kogo jeszcze dopadła senność, ospałość i niechęć do robienia czegokolwiek przez te ostatnie pochmurne dni? Mnie dopadło wszystko. Ale nie dajmy się zwariować, nie poddawajmy się temu nastrojowi i nie wpadajmy w słynną jesienną depresję. Jest na to sposób! A nawet kilka :) Zapraszam do czytania - jak poprawić sobie nastrój dobrym i zdrowym jedzeniem.

Wiele się mówi o wpływie nastroju na to co jemy i czy w ogóle jemy. Paskudna pogoda za oknem, zimno i ogólna niechęć często prowadzi do ciągłego podjadania i zajadania smutków w gorsze dni. Często robimy to z nudów, często żeby poprawić sobie humor. Szczególnie duży jest wpływ stresu i negatywnych emocji na ilość i jakość spożywanego pokarmu.
Większość z nas zauważa u siebie zmiany w nasileniu apetytu w odpowiedzi na stres, jednak nie u wszystkich oznacza to zwiększenie ilości spożywanych pokarmów. Negatywne emocje prowadzą do zwiększenia apetytu średnio u 30% ludzi, ale 48% ludzi obserwuje u siebie spadek zainteresowania jedzeniem. [1]

Spożywanie pokarmów może być również sposobem regulacji negatywnych emocji. Gdy jest nam smutno lubimy sięgać po słodycze, lody, fast foody. Takie skłonności do zajadania smutków mają swoją fachową nazwę: odżywianie emocjonalne (emotional eating). Jest to o tyle niebezpieczne, że może prowadzić do wpadnięcia w nałóg, który kończy się nadwagą lub otyłością czy też zaburzeniami odżywiania jak kompulsywne objadanie się, bulimia. Nie oszukujmy się, każde objadanie wpływa niekorzystnie na organizm, a zajadanie smutków to pierwszy krok do przybrania na wadze.

Przykładem takiej żywności, po którą najczęściej sięgamy gdy jest nam smutno to węglowodany. Dlaczego? Ponieważ zwiększają wydzielanie endorfin, działających uspokajająco. Stymulują także wydzielanie serotoniny, która także wpływa na poprawę nastroju. Jest to jednak chwilowe i po chwili organizm domaga się kolejnej dawki węglowodanów, co z kolei może doprowadzić do wpadnięcia w błędne koło. [http://www.h-ph.pl/pdf/hyg-2013/hyg-2013-3-279.pdf]

Jak więc powinna wyglądać nasza dieta w okresie jesienno-zimowym, w którym najbardziej odczuwamy pogorszenie nastroju i spadek aktywności? Czego powinno znaleźć się najwięcej?

WITAMINY Z GRUPY B/KWAS FOLIOWY (WITAMINA B9)

Głównie witamina B6 i B12. Wiele badań wskazuje, że jedną z przyczyn depresji jest niedobór w diecie tych właśnie witamin. Podkreśla się ich znaczenie w powstawaniu nie tylko zaburzeń depresyjnych, lecz także stanów maniakalnych, chorób otępiennych czy ostrych stanów psychotycznych.

W krajach gdzie spożywanie ryb, warzyw i produktów z pełnego ziarna, z przewagą żywności wysoko przetworzonej, bogatej w duże ilości metioniny i tłuszczów nasyconych, zaobserwowano więcej przypadków depresji (od 10 do 30% w populacjach Europy czy USA), niż w krajach, w których spożywa się dużo ryb, owoców morza bogatych w nienasycone kwasy omega-3 oraz zielonych warzyw i owoców (kwas foliowy i witaminy z grupy B), tj. w Japonii, Tajlandii, Hong Kongu, na Tajwanie, gdzie zachorowalność na depresję jest stosunkowo mała (około 5%) [3].

Witaminy z grupy B wpływaj na funkcjonowanie centralnego i peryferyjnego układu nerwowego. Łagodzą napięcie nerwowe, poprawiają nastrój i sprawność intelektualną. Witaminy z grupy B pełnią bardzo ważną funkcję w procesach metabolicznych, m.in. uczestniczą w procesie przyswajania węglowodanów - w zamianie glukozy na energię, która jest dostarczana m.in, do mózgu.

Co nas najbardziej interesuje w witaminie B9 to fakt, że wspomaga ona funkcjonowanie układu nerwowego (bierze udział w produkcji przekaźników nerwowych, które odpowiadają m.in. za samopoczucie, sen i apetyt) oraz odgrywa kluczową rolę w metabolizmie homocysteiny.

Dobrym źródłem są otręby, chleb razowy, rośliny strączkowe, mleko, żółtka jaj, ziarna zbóż, orzechy, tuńczyk, łosoś.

AMINOKWASY
To podstawowy budulec wszystkich białek, a z białek zbudowane są neuroprzekaźniki! Są one pośrednikami niosącymi informacje, które pozwalają na np. bicie serca, trawienie, oddychanie, sen, emocje czy motywacje. Gdy równowaga neuroprzekaźników jest zaburzona może wystąpić odczuwanie smutku, niepokój, zmęczenie, bóle głowy, problemy ze snem czy koncentracją. I tak np. serotonina, która jest uwalniana do mózgu jest niezbędna dla dobrego nastroju, snu i apetytu. Czy dopamina, która nazywana hormonem szczęścia odpowiedzialna jest za odczuwanie przyjemności, satysfakcji, motywację.

Po co zatem sięgać by tego naszemu organizmowi dostarczyć? Ziarna słonecznika, płatki owsiane, migdały, awokado, banany, szparagi, szpinak, marchewki czy ziarna dyni.

KWASY OMEGA-3

Tłuste ryby (śledź, tuńczyk, łosoś), tłuszcze roślinne (oliwa, olej słonecznikowy, lniany i z orzechów). Jak już wspominałam w jednym z postów (TUTAJ), są to kwasy, których organizm sam nie jest w stanie wytworzyć. Konieczne jest więc dostarczanie ich z pożywieniem. W tym przypadku są one dla nas ważne ponieważ biorą udział w procesie uaktywniania wydzielania melatoniny, która jest hormonem regulującym sen i pozostałe rytmy biologiczne oraz korzystnie wpływają na pracę układu nerwowego.
Wykorzystanie kwasów omega-3 przy leczeniu depresji nie jest do końca poznane, jednak w wielu badaniach przeprowadzonych na przełomie ostatnich lat, udowodniono pozytywny wpływ tych kwasów na leczenie depresji. W badaniu z 2002 roku wykazano, że suplementacja kwasem EPA w dawce zaledwie 1g na dobę spowodowała redukcję objawów depresji o 50% u osób dorosłych [4].

Poza tym kakao! Czekolada! Miód! Korzystajmy z dobrodziejstw natury i jedzmy tak, żeby nam się żyło zdrowiej i z uśmiechem na ustach. No i oczywiście ruch, świeże powietrze. Spacer, spotkania z przyjaciółmi, wyjście do kina. Nie zamykajmy się w czterech ścianach, bo od tego humor się nie poprawi :)

Wybaczcie, że nie jest to typowy poradnik z wypisanymi od myślników poradami. Staram się dostarczyć wam sprawdzonych informacji i piszę wszystko na podstawie badań naukowych dostępnych w internecie. Uważam, że nie każdy ma czas i ochotę przeszukiwać miliony stron z takimi badaniami i czytać wszystkie. Ułatwiam wam sprawę i robię to za was. Mam nadzieję, że te informacje są dla was ciekawe i jasne.

Nie pochwaliłam się wam jeszcze, ale na sam koniec wakacji udało mi się pojechać z chłopakiem do Zakopanego. Był plan wejść na najwyższy szczyt Polski i wiecie co? Udało nam się! Pogoda dopisała, warunki przepiękne, a widoki? Sami oceńcie.

A teraz czas żebym pouczyła się anatomii, bo weekend już się kończy :) Niech moc będzie z wami, w końcu jutro poniedziałek!
Chlebek żytnio-orkiszowy.

Chlebek żytnio-orkiszowy.

Urwanie głowy! Dwa kierunki jednocześnie to jak dwie liny przywiązane do obu rąk. Jedna ciągnie w lewo, druga w prawo. Nie ukrywam, początek jest trudny. Stąd moja nieobecność. Łudziłam się, że dam radę wszystko szybko ogarnąć, ale niestety życie toczy się swoim rytmem, ale chociaż jestem wykończona już w drugi dzień, to cieszę się, że podjęłam to wyzwanie.
Ponieważ brakowało mi czasu nawet na tak proste i normalne rzeczy jak umycie naczyń czy ścielanie łóżka, zabrakło mi też czasu na napisanie w sobotę przepisu.
Ale dzisiaj, z pomocą mojego niezastąpionego chłopaka udało nam się upiec chleb, który w planach był od początku.

Jak wykonać taki chleb? Przygotowałam przepis na dwa bochenki. Jeśli mamy swój zakwas to możemy go wykorzystać. Zakwas to nic innego jak niewielka ilość ciasta żytniego, którą odłożyliśmy z poprzedniego wypieku lub przygotowany zakwas z mąki żytniej. Jeśli nie wiecie jak przygotować taki zakwas znalazłam świetną stronę, na której jest bardzo dobry przepis: ZAKWAS.

Składniki:
- zakwas
- szklanka mąki żytniej
- 1kg mąki orkiszowej pełnoziarnistej
- 3 łyżeczki soli
- 1/6 paczki drożdży
- dodatki np. siemię lniane, słonecznik, pestki dyni
- ciepła woda

Przygotowanie:
1. zaczynamy od przygotowania zaczynu. Mieszamy zakwas ze szklanką mąki żytniej i szklanką ciepłej wody.
2. Odstawiamy pod przykryciem na kilka godzin, może być nawet na noc.
3. Po tym czasie dodajemy mąkę orkiszową, sól, dodatki oraz wodę z drożdżami i wszystko dokładnie mieszamy.
4. Gotowe ciasto nakrywamy ścierką i trzymamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Wyrośnięte znaczy jakie? Osobiście czekałam aż ciasto dojdzie do brzegów miski. Po prostu musi to postać 1-3h.
5. Ciasto przekładamy do foremek. Jeśli to konieczne foremki dobrze jest posmarować odrobiną oleju i obsypać mąką, wtedy chlebek nie przywrze.
6. Ciasto w foremkach również powinno trochę podrosnąć, ale uważajmy, żeby się nie wylało.
7. Pieczemy w 150 stopniach przez 50-55 minut. Na koniec, ok. 5 minut przed czasem można ciasto wyjąć z formy i odwrócić do góry spodem i tak podpiec.

Jest to mój pierwszy chlebek pieczony w akademikowym piekarniku, który niestety szwankuje od początku, ale mimo wszystko działa i piecze. Potrzeba tylko odrobinę więcej cierpliwości niż normalnie. Pieczenie takiego chleba zajmuje trochę czasu ze względu na czekanie na wyrośnięcie ciasta, ale gwarantuję wam, że cierpliwość zostanie wynagrodzona. Ja czekam na ten chlebek już od dłuższego czasu. Przestudzony lepiej się pokroi, ale od tego zapachu już mi burczy w brzuchu.
Po całym dniu zajęć nie ma nic lepszego niż świeżo upieczony chlebek z domowymi konfiturami!

Chętnie dowiem się z czym wy pieczecie chleby, jaki dodatek jest najlepszy waszym zdaniem? Pozdrawiam serdecznie i życzę smacznego tygodnia ;)
Copyright © 2014 W Morozówce , Blogger