Czy grzyby są zdrowe?

Czy grzyby są zdrowe?

Sezon na grzyby w pełni. Na potwierdzenie moich wczorajszych słów, o tym, że moi rodzice przywieźli grzyby marynowane i suszone przedstawiam dowody :) Jest to niewielka część z tego co przywieźli. O ile dobrze pamiętam to głównie borowik sosnowy, który w moich okolicach nie rośnie.

Chciałabym dzisiaj pociągnąć trochę ten temat i napisać o grzybach i o tym jakie są korzyści z jedzenia ich. Przejrzałam dużo badań, artykułów i książek związanych z grzybami więc teraz najwyższy czas się z wami podzielić tym czego się dowiedziałam.

Zacznę od ważnej przestrogi, która nigdy nie powinna zostać ignorowana i należy ją powtarzać i pamiętać o tym zawsze. Zbierając grzyby wybierajmy tylko te, których jesteśmy pewni, że nie są trujące. Jeśli nie mamy pewności po prostu zostawmy grzyba w spokoju. Natomiast jeśli koniecznie chcecie zebrać wszystkie jakie uda wam się znaleźć, warto jest zanieść grzyby do sanepidu i sprawdzić czy nie mamy w koszyku żadnych trujących niespodzianek. Nie ma sensu ryzykować zatrucia. Dbajmy o nasze zdrowie, to takie ważne żeby uważać na wszystko co się je. Każdy pokarm ma jakiś wpływ na nasz organizm i jego funkcjonowanie, nie lekceważmy tego i kupujmy i jedzmy świadomie :)

Ostatnie dwudziestolecie to przełom jeśli chodzi o odkrycie prozdrowotnych właściwości grzybów. Wcześniej były one cenione za smak i aromat. Na 14 000 gatunków grzybów tylko 2000 to grzyby jadalne. Około 700 gatunków grzybów wykazuje właściwości prozdrowotne.
Grecy uznawali je za pokarm bogów. Egipcjanie podawali je wyłącznie faraonom, gdyż twierdzili, że są zbyt cennym produktem dla zwykłych śmiertelników. Po raz pierwszy właściwości lecznicze grzybów opisał Hipokrates około 400 r. p.n.e.

Wartość odżywcza grzybów to głównie białka, sacharydy, kwasy tłuszczowe, witaminy i składniki mineralne oraz błonnik pokarmowy. Najcenniejsze w grzybach jest białko, którego jest najwięcej (zależy od gatunku), a które charakteryzuje się dobrą przyswajalnością(nawet 90 %). O wartości białek pochodzących z grzybów decyduje zestaw aminokwasów, w tym obecność wszystkich aminokwasów egzogennych.
Co ciekawe zawartość aminokwasów, takich jak: treonina, arginina i tyrozyna jest wyższa niż w warzywach, takich jak kalafior i marchew!

Z badań możemy się dowiedzieć również, że zawartość kwasów tłuszczowych w owocnikach grzybów mimo, że jest niewielka (2 - 8 % s.m.) to jest korzystna ze względu na stosunek kwasów tłuszczowych wielonienasyconych do kwasów nasyconych, ponieważ aż 75 % całkowitej zawartości kwasów tłuszczowych stanowią niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, wśród których największe znaczenie mają kwasy oleinowy i linolenowy.

Grzyby są dobrym źródłem składników mineralnych, głównie potasu, fosforu, wapnia i magnezu. Spośród gatunków występujących dziko największą zawartością potasu charakteryzują się: borowik szlachetny, koźlarz babka (L. scabrum) oraz pieprznik jadalny.

Grzyby są bogate w wiele witamin, zwłaszcza ryboflawiny (B2), niacyny (B3) i folacyny (B9). Zawartość witaminy B2 w grzybach jest większa niż w warzywach! Gatunki grzybów o kolorze pomarańczowym np. pieprznik jadalny, są źródłem prowitaminy A. Wśród gatunków dziko rosnących dużą zawartością witamin wyróżnia się maślak zwyczajny.

Prozdrowotne działanie grzybów to głównie działanie przeciwnowotworowe, immunostymulujące, przeciwoksydacyjne, ochronne dla serca i naczyń, obniżające poziom cholesterolu we krwi, przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwcukrzycowe oraz ochraniające wątrobę. Do najlepiej udokumentowanych i najbardziej obiecujących należy przeciwnowotworowe działanie grzybów. Obecnie potwierdzono naukowo aktywność przeciwnowotworową ponad 30 gatunków grzybów leczniczych, są to między innymi: lakownica lśniąca, czyrenia (Phellinus rimosus), boczniak florydzki (P. florida) i boczniak łyżkowaty (P. pulmonarius), borowik szlachetny.
Grzyby lecznicze to nie tylko źródło bezpośrednio działających czynników przeciwnowotworowych, pełnią rolę tzw. immunomodulatorów, które stymulują układ odpornościowy człowieka do zwalczania komórek nowotworowych.

Działanie antyoksydacyjne wykazują ekstrakty z grzybów takich jak: żagwica listkowata, soplówka jeżowata (Hericium erinaceus), zimówka aksamitnotrzonowa, twardziak jadalny, boczniak ostrygowaty, polówka wiązkowa (Agrocybe aegerita), pieczarka brazylijska (Agaricus blazei), borowik szlachetny i czernidłak kołpakowaty (Coprinus comatus).

Dzięki dużej zawartości błonnika oraz małej zawartości tłuszczu grzyby mogą stanowić element diety przeciwdziałającej miażdżycy. Dodatkowo, są one źródłem substancji wykazujących zdolność zmniejszania syntezy cholesterolu LDL oraz triacylogliceroli, nie wpływając na stężenie frakcji HDL.

To tylko część informacji, a już grzyby prezentują się bardzo obiecująco. Cały artykuł możemy przeczytać -> TUTAJ <- Działanie przeciwnowotworowe jest wielokierunkowe; ograniczają uszkodzenie DNA komórek, obniżają stężenie karcynogenów i ich aktywację, a także zmniejszają rozwój komórek nowotworowych, m.in. przez wiązanie wolnych rodników, stymulację systemu odpornościowego organizmu, czy wywoływanie apoptozy. Niestety istnieją też powody, dla których powinniśmy uważać z grzybami. Szczególnie tymi zbieranymi w niewłaściwych miejscach. Grzyby mogą pobierać pierwiastki promieniotwórcze z gleby, gdzie występują w śladowych ilościach i magazynować je. Dzięki zawartym w nich enzymom – szczególnie oksydoreduktazom mają bardzo duże zdolności do biodegradacji podłoża i przetwarzania go dla swoich potrzeb oraz gromadzenia rozmaitych substancji w owocnikach. Pliniusz Starszy (23–79 r. p.n.e.) przestrzegał, że grzyby rosnące w pobliżu zardzewiałych przedmiotów, czy wężowych gniazd są trujące. Istotne znaczenie w gromadzeniu metali ciężkich ma gatunek grzyba, jakość gleby, szybkość wzrostu owocnika i jego stopień dojrzałości. Ministerstwo Zdrowia radzi więc, żeby jednorazowo nie spożywać więcej niż około 250 g i nie jeść więcej niż 1–2 posiłki grzybowe w tygodniu. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat znajduje się -> TUTAJ <- Badania na grzybach pod względem zawartości metali ciężkich dowodzą, że zawartość metali ciężkich jest zróżnicowana i zależy od gatunku grzyba. Dowiadujemy się również, że różne gatunku kumulują inne metale, i tak susze z borowika szlachetnego wykazują skażenie kadmem i rtęcią, a susze z koźlarza czerwonego arsenem i rtęcią. Badania wykazały również, że najmniejsze ilości metali ciężkich ze wszystkich badanych gatunków zawierała biomasa podgrzybka brunatnego (Xerocomus badius). Natomiast susz borowika szlachetnego (Boletus edulis) posiadał najwyższe stężenia metali ciężkich (Cu, Cr i Ni). (BADANIE)

Wszystko to zależy od miejsca w którym rosły grzyby, jego otoczenia, gleby. Nie powinniśmy rezygnować z grzybów ze względu na mozliwość występowania w nich szkodliwych substancji. Grzyby dziko rosnące znajdziemy w wielu miejscach. Jeśli jesteśmy pewni, że okolica nie jest zanieczyszczona, nie znajdują się w pobliżu gospodarstwa stosujące środki chemiczne, oraz czy nie ma innych obiektów mogących zanieczyszczać środowisko, to możemy spokojnie grzyby zbierać ;)

Ze względu na wzrost popularności spożywania grzybów, tych dziko rosnących i pochodzących z upraw możemy znaleźć coraz więcej ciekawych badań na ich temat. Dzięki czemu możemy wyczytać, że grzyby jadalne okazały się bogatym źródłem prekursorów i neuroprzekaźników będących pochodnymi indolu o działaniu antydepresyjnym jak: L-tryptofan, 5-hydroksytryptopfan, tryptamina, serotonina i melatonina.
Serotonina, czyli ważny neuroprzekaźnik w ośrodkowym układzie nerwowym, współdziałając z melatoniną, reguluje sen, reguluje apetyt (hamuje go po spożyciu węglowodanów, zaś podwyższa po spożyciu białek) oraz temperaturę ciała, podwyższa ciśnienie krwi i jej krzepnięcie. Powoduje także skurcz mięśni gładkich (naczyń krwionośnych, oskrzeli, macicy i jelit). Jej niski poziom może powodować agresywność oraz zmęczenie, zwiększoną wrażliwość na ból, a także zaburzenia depresyjne. Największą ilością serotoniny może pochwalić się pieprznik jadalny, inaczej KURKA (29,61 mg/100 g s.m.).
Tak więc jedzmy jednak te grzyby kochani! ;)
O tym, dlaczego grzyby i inne surowce naturalne są wykorzystywane w profilaktyce i leczeniu depresji możemy więcej poczytać TUTAJ :)


Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się znaleźć tyle ciekawych artykułów odnośnie grzybów. Mogłabym napisać jeszcze kilka stron na ten temat, ale nie chcę pisać zbyt długich postów, ponieważ wiem, że zazwyczaj nikomu się nie chce tego czytać. Także na koniec jeszcze kilka artykułów dla was, jeśli chcecie więcej poczytać:
ZAWARTOŚĆ FLAWONOIDÓW W JADALNYCH GRZYBACH LEŚNYCH
Właściwości biologiczne i fizyko-chemiczne talu
Grzyby dziko rosnące - wartość odżywcza i właściwości prozdrowotne

Mam nadzieję, że ten post przekonał was do jedzenia grzybów, kiedy jest na nie sezon :) Mnie osobiście przekonał bardzo. Nigdy nie byłam wielką fanką grzybów, ale teraz najwyższa pora się do nich przekonać.

Na koniec muszę się pochwalić, że wczoraj przejechałam trasę rowerem 52 kilometry i przeżyłam to! :) Czuję się świetnie i teraz już wiem, że spokojnie mogę wydłużyć swoje wyjazdy. Serdecznie polecam. Endorfiny szalały.
Zupy to podstawa. Dobry rosół to sztuka.

Zupy to podstawa. Dobry rosół to sztuka.

Powrót rodziców to dzisiejsza największa atrakcja w domu. Zawsze kiedy ktoś z rodziny przyjeżdża z wakacji to jest w centrum uwagi przez cały dzień. Przychodzą dziadkowie, jest opowiadanie, dużo śmiechu, oglądanie zdjęć i pokazywanie opalenizny :)
Co najbardziej mnie w tym roku zaskoczyło, to fakt, że moi rodzice przywieźli ze sobą 10 słoików z zamarynowanymi grzybami i drugie tyle suszonych!
Czy ktoś z was zna ludzi, którzy z wakacji przywożą takie pamiątki? Niesamowite. Takie rzeczy tylko z moją rodziną.

Jako, że nie było czasu na przygotowanie obiadu, dzisiaj postanowiłam po raz drugi ugotować zupę i tym razem ją uwiecznić na zdjęciach, żeby się z wami podzielić.
Myślę, że nie odkryję ameryki pisząc, że gotowanie rosołu na naturalnych składnikach, bez dodatku kostek rosołowych to najlepsze co możemy zrobić? Taki rosół smakuje rosołem! Najlepiej jest wykorzystać kilka rodzajów mięsa, wtedy rosół ma intensywny smak, ja tym razem miałam tylko kurczaka.
Dziś wymyśliłam hasło, że ogródek domowy to najlepszy supermarket. Na prawdę nie dużo potrzeba żeby mieć pod ręką najpotrzebniejsze i najczęściej spożywane warzywa czy zioła. Wkrótce wrócę do mieszkania w akademiku i mamy plan prowadzić balkonowy ogródek zimowy. Wspaniała perspektywa na jedzenie zdrowo i nie kupowanie tych sztucznych warzyw, które zimą dostajemy w sklepach.
Obiecuję, że będę o tym naszym ogródku jeszcze pisać nie raz, pokażę wam jak w prosty sposób można to osiągnąć i nie mieszkać w domu jednorodzinnym ;)


Składniki na rosół:
-marchew
-pietruszka
-seler
-por
-lubczyk
-pieprz, sól
-udko z kurczaka


Gotowanie rosołu to podstawa w kuchni. Dlatego staram się nauczyć gotować taki rosół żeby był idealny. Zdarzyło mi się w życiu samodzielenie ugotować 4 rosoły. Ten jest piąty. Przyznam, że rosół numer 4 był najlepszy. Gotowałam go kilka godzin, w akademiku, 3 różne mięsa, pyszna włoszczyzna. Wyszedł na prawdę dobry.
Dzisiejszy rosół miał być po prostu dietetyczny, delikatny, naturalny i sycący. Chcąc was uczyć gotowania rosoły wyszłabym na wariatkę, która pisze i nie wie o czym pisze. Jestem dopiero na etapie nauki jeśli chodzi o gotowanie zup. Na razie nie przebiję w tym nawet mojej babci.
Tak więc o gotowaniu krótko:
- Ugotowałam udka (należy pamiętać o zebraniu szumowin, które niezebrane spowodują, że zupa będzie mętna)
- po 20 minutach dorzuciłam warzywa
- około 5 minut przed końcem gotowania, kiedy warzywa były już miękkie, dorzuciłam drobno pokrojone ogórki kiszone, dwa średniej wielkości.

I tak miał być rosół, a skończyło się na ogórkowej :) Ogórki ukiszone w domu, z ogródka, czekały żeby coś z nimi zrobić. A ja zupełnie o nich zapomniałam przez ten ostatni pracowity tydzień. Dlatego dzisiaj część wykorzystałam do mojej zupy.


Na koniec postanowiłam dołożyć jeszcze jakąś kaszę, żeby zupa była bardziej sycąca. Wykorzystałam do tego jaglaną. Bez glutenu, źródło manganu, magnezu, potasu, błonnika, witaminy B1.


Jak pisałam wcześniej, żadna ze mnie ekspertka w sprawie zup, ale wiem, że im dłużej gotowany rosół tym lepszy. Mój gotował się około godzinę. Na małym ogniu. Ogórki i kaszę dorzuciłam w ostatniej chwili, przed końcem gotowania. Sami oceńcie. Moim zdaniem wygląda apetycznie, do tego niskokaloryczny i smaczny :)


Lubczyk! Przyprawa, lek i afrodyzjak. Kto by pomyślał, że taka jedna roślinka ma właściwości odtruwające i oczyszczające organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii i ksenobiotyków. Jako lekarstwo polecany jest w chorobach dróg moczowych oraz problemach związanych z wydalaniem moczu (jest moczopędny). Lubczyk pobudza trawienie i zapobiega wzdęciom. Ma właściwości przeciwgrzybiczne.
Ciekawostka dla kobiet - łagodzi bóle menstruacyjne!

Jako przyprawę wykorzystywane są głównie liście lubczyku. Nadają potrawom intensywny smak, dlatego należy nie przesadzać z ilością. Popularny smak maggi to właśnie lubczyk. Liście możemy dodawać do sałatek, sosów, zup i drobiu.
Korzenie i owoce lubczyku posiadają właściwości lecznicze.
Liście można mrozić bez straty smaku :)
Zwykła, a niezwykła roślina. Prosta w uprawie i wykorzystywaniu! Nie zapominajmy w naszych ogródkach o takich właśnie perełkach. Więcej na temat lubczyku można poczytać na przykład tutaj : LUBCZYK

Obowiązki domowe, które powinny zostać docenione.

Wróciłam z pracy o 21. Upiekłam sernik, zrobiłam zupę na jutro i w między czasie upiekłam również chleb. 

Jest godzina 00:30. Porozmawiałam z chłopakiem, który jest ponad 1700km ode mnie i wiecie co? Jestem szczęśliwa. Zmęczona ale szczęśliwa. 

Po tych dwóch tygodniach życia samej dla siebie, w tym wielkim domu, stwierdzam, że życie jest ciężkie, ale jeśli się ma dobrych i kochających ludzi wokół siebie wszystko jest wspaniałe. I w tym momencie muszę szczerze wyrazić szacunek dla mojej mamy i tego co robi. A robi dużo, o ile nie wszystko. Bycie mamą jest cudowne, jeśli to co robi jest doceniane. 

Rodzice jutro wracają z wakacji. Mam nadzieję, że zadbałam o wszystko chociaż w połowie tak dobrze jak by zrobiła to moja mama. 

Czuję od niej wsparcie. Wiem, że cieszy się z tego, że tak dobrze sobie radzę. Chcę żeby i ona wiedziała, że ja jestem z niej tak samo dumna. 

Do bycia mamą jeszcze mi daleko, ale już teraz chcę czuć, że jestem na to przygotowana. Wiem ile pracy i wysiłku potrzeba żeby zadbać o dom i rodzinę. Wiem, że są ciężkie chwilę i właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy wsparcia. Myślę, że znalazłam odpowiednią osobę żeby mi w tym pomogła. Mój chłopak. Moja największa miłość. Nie wiem czy to przeczyta, jeśli tak, chcę żeby wiedział, że robię to wszystko dla nas, naszej przyszłości i mam nadzieję że, doceni to tak samo jak ja doceniam jego i to co dla nas robi. 

Rodzina to mój priorytet. Moja obecna i ta przyszła, którą sama chce założyć.

Dlatego staram się żyć zdrowo, żyć tak, żebym miała co przekazać moim dzieciom. Marzę o tym żeby moje dzieci kiedyś napisały o mnie tak dobrze jak ja teraz o mojej mamie. Bo to jest najważniejsze. I jeśli kiedyś któreś z moich dzieci powtórzy to co ja teraz to uznam, że odwaliłam kawał dobrej roboty. 

Wybaczcie za tą prywatną paplaninę. Czasami jak człowiek po całym dniu usiądzie na chwilę to ma wreszcie czas na takie przemyślenia. 

Życzę wam, i sobie również, żebyśmy mieli takie życie o jakim nam się nie śniło. Doceniajmy, a będziemy docenieni. Dobranoc wszystkim, jutro kolejny pracowity i na pewno udany dzień. W końcu to piątek ;)

Gorąco, uciekający czas i indyk z pary.

Gorąco, uciekający czas i indyk z pary.

Ostatnio rzadko zdarza się, żebym miała chwilę na posiedzenie i odpoczynek. Dziś jest właśnie taki dzień. Po ciężkim tygodniu pracy mam wreszcie chwilę żeby usiąść i odetchnąć. Uwierzcie mi, nie ma nic wspanialszego niż nie robienie nic przez godzinę.
Po tygodniu pracy i brzydkiej pogody wreszcie mamy piękny, słoneczny dzień.

Wiem, miałam się wyspać, ale mój organizm już dawno temu przestawił się na wstawanie bladym świtem. Dzięki temu obowiązki domowe do godziny dziesiątej rano zostały odhaczone z mojej listy. Kawa wypita, można odpoczywać.

Niestety ten brak czasu uniemożliwił mi w tym tygodniu ugotowanie czegoś dobrego na obiad. Ucierpiałam na tym utratą kilograma i delikatnym zmęczeniem. Doskonale wiem, że zdrowe odżywianie ma ogromny wpływ na to jak nasz organizm funkcjonuje i jak się czujemy. Wiem też, że jeden dzień nie zjedzenia dobrego posiłku to nic strasznego, ale tydzień już tak. Dlatego dzisiaj w ten wolny dzień zrobiłam sobie ucztę i przygotowałam obiad jakiego nie miałam od tygodnia.

Rodzice na wakacjach, cały dom dla mnie więc i ogródek jest pod moją opieką. Mnóstwo fasoli szparagowej, borówek, cukinie, ogórki i pomidory. Co z tym wszystkim zrobić skoro jestem sama w domu :)
Z samego rana zerwałam się z łóżka i poszłam nazrywać tych pyszności. Proszę, tylko nie myślcie, że przesadzam, taki tryb życia na prawdę sprawia mi ogromną przyjemność!

Tak więc dzisiaj proponuję wam udko z kurczaka w sosie pomidorowo-bazyliowym z zielonymi warzywami. Oczywiście mięso możemy zastąpić każdym innym, może to być kurczak lub indyk, udko lub filet, pozostawiam wam wolną rękę w wyborze.

Co nam będzie potrzebne (na jednoosobowy obiad):
dowolny kawałek mięsa z kurczaka lub indyka (ok. 150g)
jedna mała marchewka
średniej wielkości pomidor
oliwa z oliwek
bazylia, najlepiej świeża
sól i pieprz
cukinia
brokuł
fasola szparagowa

Zaczynamy od umycia i wysuszenia mięsa, które następnie marynujemy w oliwie z oliwek i utartej, na dowolnej wielkości oczkach, marchewce. Doprawiamy solą i pieprzem według uznania. Z solą jednak nie szalejmy.

Im wcześniej przygotujemy mięso tym lepiej. Dłużej marynowane jest smaczniejsze :) Zawijamy mięso w folię aluminiową i chowamy do lodówki.


Zabierzmy się więc za sos do mięsa. Pomidora należy najpierw sparzyć, żeby łatwiej nam było obrać go ze skórki. Ja niestety o tym zapomniałam! dlatego wam piszę, że warto pamiętać;) można uniknąć zabawy z wyciąganiem kawałków skórki...
Obranego pomidora kroimy w kostkę i dusimy do uzyskania konsystencji sosu. Cała woda musi odparować.


W momencie kiedy sos osiągnie wymarzoną konsystencję i lekko przestygnie, dodajemy resztę składników. Tak więc mała łyżeczka oliwy z oliwek, również mała łyżeczka soku z cytryny i mieszamy. Ja wykorzystałam tą z truflami, ale każda inna jest dobra, ważne żeby była prawdziwą oliwą z oliwek, a nie tą podrabianą mieszanką oliw (pamiętajmy o tym, żeby czytać etykiety).


Kiedy sos jest gotowy zabieramy się za warzywa do naszego obiadu. Brokuł podzielony na małe różyczki, cukinia w plasterki (wszystko umyte!) i fasola. Obrane i gotowe na parę.
Kasza jęczmienna wydała mi się dobrym dodatkiem do tego obiadu więc odmierzyłam moją profesjonalną miarką odpowiednią ilość.
Dodatkowo odkopałam starą wagę kuchenną żeby pokazać wam ile gramów kaszy zjadam do obiadu. Niedużo, bo węglowodany na talerzu powinny zajmować najmniej miejsca. Jest taki podział, nie wiem czy ktokolwiek z was miał z nim do czynienia, ale wygląda to mniej więcej tak:
Cała ręka = RYBY
Od opuszka małego palca = DRÓB
Dłoń = WOŁOWINA I WIEPRZOWINA
Pięść to właśnie nasze kasze, ryż, ziemniaki
Natomiast pozostała część talerza to warzywa.
Proste i warto o tym pamiętać podczas nakładania obiadu na talerz.

Po tym przerywniku wracamy do naszego obiadu. Wszystko gotowe więc najwyższa pora wrzucić jedzenie na parę. Udka potrzebują 20 minut na ugotowanie się, taki sam czas będzie z filetem czy udkiem z indyka (150g), w przypadku większego kawałka możemy dla pewności wydłużyć czas gotowania do ok 25 minut. Fasolę również wrzucamy na 20 minut, natomiast brokuł i cukinia gotują się tylko 10. Kaszę wsypujemy, tradycyjnie już, 8 minut przed końcem czasu.

Gdy wszystko mamy już ugotowane wykładamy jedzenie na talerz, mięso polewamy sosem pomidorowym i możemy się delektować pysznym, lekkim i zdrowym obiadem w wolny dzień. Dodam jeszcze, że kaloryczność takiego talerza pełnego jedzenia to niecałe 400kcal.


Dzisiaj upalny dzień, nie zapominajmy o piciu wody! Pozdrawiam serdecznie i życzę smacznego :)


Z czym jeść obiad żeby podnieść jego wartość odżywczą.

Z czym jeść obiad żeby podnieść jego wartość odżywczą.

Witam ponownie w niedzielę.
Jak ten czas szybko leci. Przez ostatnie kilka dni byłam w pracy, niestety wiąże się to z brakiem czasu na przygotowanie porządnego, zdrowego obiadu. Nie mam możliwości gotowania na parze w tym czasie, a pół godziny przerwy nie wystarczy na wyjście czy zjedzenie czegoś zdrowego. Tak mi się wydawało. Dlatego w najbliższym czasie przedstawię wam jak przygotować zdrowy obiad do pracy, kiedy mamy krótką przerwę i mało czasu przed pracą na przygotowanie czegokolwiek.

A dzisiaj, w niedzielę, znowu trafił mi się indyk. Tym razem postanowiłam przygotować kotleciki trochę inaczej niż ostatnio. Mięso mielone z indyka z kiełkami?

Z 500 gramowej paczki mięsa wykorzystałam tylko połowę. Wycisnęłam 3 duże ząbki czosnku, doprawiłam pieprzem, solą himalajską i tymiankiem (moim ulubionym), do tego kiełki rzodkiewki. Wszystko dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej masy z której robimy małe kotleciki.


Wyszło mi 7 takich kotlecików, o średnicy około 3 centymetrów, więc podzieliłam je na dwa obiady. Dzisiaj mniej, bo w niedzielę jest jeszcze kawa i ciasto, więc trzeba zostawić miejsce :)

Jeśli chodzi o dodatki do obiadu to może wam się wydawać to monotonne i nudne jeść ciągle to samo, ale w sezonie letnim, kiedy mam dostęp do ogródka i wielu warzyw, które tam znajdę nie pali mi się do chodzenia i kupowania czegoś innego w sklepie. Uważam, że te kilka warzyw z domowego ogródka to ogromne bogactwo witamin i minerałów niż te wszystkie warzywa razem wzięte, które dostaniemy w supermarketach. Przykro, ale taka jest prawda. Niestety obecnie cierpimy na niedobory wielu witamin i minerałów i jest to spowodowane wyjałowioną glebą. Przez stosowanie tych wszystkich chemikaliów do ochrony roślin, gleba stała się uboga w ważne dla nas składniki, których nie jesteśmy w stanie inaczej dostarczyć organizmowi (nie biorę pod uwagę suplementów). Skąd rośliny mają czerpać składniki jeśli nie z gleby?
Domowe ogródki, a raczej gleba domowych ogródków, nie jest dużo bardziej bogata, ale nie jest zanieczyszczona pestycydami. Zwykle też ogródki znajdują się z dala od ulic i dużych zakładów więc to również ogranicza zanieczyszczenia.
Nie powinny dziwić wyniki przeprowadzanych badań, które jednoznacznie wskazują, że jakość płodów rolnych, w szczególności warzyw i owoców, z upraw ekologicznych jest lepsza od konwencjonalnych, co objawia się wyższą wartością odżywczą i zawartością związków biologicznie czynnych.

Nie jestem przeciwna kupowaniu warzyw i owoców w sklepach. Często nie ma innej możliwości i kiedy jestem na studiach, czy w zimę czy wiosnę robię zakupy w dużych sklepach, ale staram się robić je świadomie i wybierać to co chociaż nie do końca jest naturalne w 100%, to nawet w niewielkim stopniu, jest lepsze. Zdaję sobie również sprawę z faktu, że żywność ekologiczna jest droga. Gdy zwykłe pastewne banany kosztują często niecałe 4zł za kg, to banany ekologiczne, gdzie w opakowaniu są 3 lub 4 sztuki kosztuje 6 zł. Jako studentka zwykle nawet nie patrzę na takie produkty, ale coraz częściej jestem skłonna sięgnąć po takiego właśnie droższego banana. Moja świadomość nie pozwala mi przejść obok tego obojętnie.

Tak więc moje dodatki do obiadu dzisiaj wyglądają mało oryginalnie, ale pojawił się nowy bohater! Brokuł. Dawno nie jadłam więc skoro trafiła się okazja to czemu ma nie wylądować na moim talerzu. Poza tym nie wiem czy wiecie, ale łodyga brokuła też jest do zjedzenia! Na dodatek zawiera o wiele więcej błonnika niż jego kwiaty.

Długo zastanawiałam się czy jeść dzisiaj kasze i wiecie co? Pęczak jest chyba moją ulubioną. No dobrze, wybaczcie, jest jeszcze sorgo, które kocham, ale niestety w żadnym sklepie w moim mieście nie znalazłam.

Tak więc podsumujmy:
ok 250g mięsa mielonego z indyka
3 ząbki czosnku
sól himalajska
pieprz
kiełki rzodkiewki
burak
4 średnie pieczarki
brokuł
kasza jęczmienna pęczak


kotleciki gotują się 20 minut na parze, od momentu zagotowania wody
burak 15 minut
pieczarki i brokuł 10 minut
kasza 8 minut

po 20 minutach wyjmujemy wszystko na talerz i voila!


Na koniec wyjaśnienie tytułu. Dodatki.
Przede wszystkim zioła, o których można wyczytać niesamowicie cenne informacje:
"Zioła przyprawowe pełnią zarówno rolę składnika poprawiającego jakość sensoryczną posiłków, jak również wpływają na funkcjonowanie organizmu człowieka. Pobudzają apetyt, zapobiegają nowotworom, wzmacniają odporność, oddziałują na układ nerwowy i krwionośny. Właściwości te zawdzięczają
głównie obecności przeciwutleniaczy, takich jak: flawonoidy, kwasy fenolowe i witamina C, które są istotne z punktu widzenia prewencji wielu chorób powodowanych przez wolne rodniki, m.in. chorób sercowonaczyniowych, miażdżycy, choroby Alzheimera, choroby Parkinsona oraz chorób nowotworowych." [Żródło]

Przyprawiajmy, zawsze. Zioła suszone to idealny dodatek nie tylko poprawiający smak. A przecież chcemy dbać o nasze zdrowie? Chcemy dostarczać organizmowi wszystkiego co najlepsze. Dlatego nie zapominajmy o przyprawach!

Nie tylko zioła są idealnym dodatkiem. Pisałam kiedyś o cynamonie. Dzisiaj dodam kilka słów na temat czosnku:
[Żródło]
Nie przekonuje was to do jedzenia większej ilości czosnku? Nie ważny zapach, zdrowie jest ważne! ;)
Rybki, doskonale źródło cennych składników.

Rybki, doskonale źródło cennych składników.

Cudowny dzień, pracowity, aktywny, ze smacznymi przerwami. Dzisiaj na basenie świetnie się bawiłam, przez 20 minut miałam cały basen dla siebie, nawet żywej duszy nie było. Z jednej strony przykro, że nawet w wakacje to miejsce świeci pustkami, a z drugiej uwielbiam mieć cały tor dla siebie i pływać sobie spokojnie, w swoim tempie, bez krzyczących dzieci dookoła, które zwykle pływają wszędzie.
Przyznam się wam, że nigdy nie przepadałam za chodzeniem na basen. Mój chłopak przez kilka miesięcy namawiał mnie żebym razem z nim chodziła dwa razy w tygodniu na basen, ale uparłam się i siedziałam w domu. Dziwne, że dopiero teraz doceniłam to, jaki to jest świetny sposób na aktywne spędzanie godziny dziennie.
Jedyne czego mi szkoda, to włosów. Chlor skutecznie osłabia, moje już zniszczone włosy. Słyszałam, że jest specjalny szampon wypłukujący chlor z włosów. Koniecznie muszę tego poszukać w najbliższym czasie.
Dzisiaj też zrobiłam pierwszy krok do rozpoczęcia pisania mojej pracy magisterskiej. Ogromnie zaskoczyła mnie ilość osób, która chce mi pomóc i wziąć udział w badaniu jakie muszę zrobić do pracy. Piszę o diecie niskowęglowodanowej i jej wpływie na redukcję masy ciała. Chcę już zacząć o tym czytać, bo to jest coś co uwielbiam.
Trzecim miłym akcentem dzisiejszego dnia był mój obiad, z którego jestem bardzo zadowolona. Na dodatek był przepyszny.

Dziś zapraszam na fileta z pstrąga łososiowego z pietruszką i cytryną, gotowanego na parze z burakiem i pieczarkami. Do tego pyszna sałatka z olejem z orzechów. Jak tego wszystkiego dokonać, żeby było smacznie, zdrowo i niskokalorycznie?

Przede wszystkim rybka. Kupiłam w Lidlu, za cenę około 10zł, 270g. Tanio! Ponieważ to duży kawałek fileta jak na jedną osobę, podzieliłam go na dwa obiady.


Tak więc kawałek około 130g ryby dokładnie płuczemy i suszymy delikatnie ręcznikiem kuchennym. Układamy na folii aluminiowej, i "dekorujemy" do smaku kawałkiem cytryny, pietruszką, solą i pieprzem.


Pamiętajmy o tym, żeby folia nie była dziurawa, zawijamy fileta szczelnie, tak, żeby nic nie wypłynęło, bo inaczej stracimy cały aromat i nasz obiad będzie mdły a nie smaczny.


Nie wiem czy zauważyliście, ale ostatnio do każdego obiadu dodaję pieczarki. Uwielbiam je, szczególnie te z pary. Przepyszne i do tego nie są bardzo wymagające jeśli chodzi o przygotowanie, cenę czy gotowanie. oprócz pieczarek gotowałam również buraka, który z pary jest równie dobry jak w każdej innej postaci. Buraki uwielbiam za ich delikatną słodycz, która idealnie pasuje mi do tych moich obiadów.


Tak więc co my mamy dzisiaj w tym obiadku:
Filet z pstrąga łososiowego
Burak
Kilka małych pieczarek
Kasza gryczana
Plaster cytryny
Pietruszka
Sól
Pieprz
Koperek

Sałatka: sałata lodowa, pomidor, papryka czerwona i żółta, cebula, kiełki rzodkiewki, koperek, łyżka oleju z orzechów włoskich.

Jak gotować?
20 minut dla fileta
12 minut buraczki i pieczarki
8 minut kasza

Po 20 minutach wyjmujemy, posypujemy wszystko koperkiem i zajadamy :) Smacznego!



Dlaczego olej z orzechów włoskich? Przyznaję, jeśli chodzi o koszt takich olejów, to nie są to ceny na studencką kieszeń, ale nie jest niemożliwe dostać taki olej w niższej cenie! Moja mama kupiła je za grosze w Biedronce, jak była promocja i jeśli chodzi o ich skład to są na prawdę świetne.
Czemu taki olej warto mieć w swojej kuchni? Olej z orzechów zawiera stosunkowo dużą ilość kwasu linolenowego (omega-3) i linolowego (omega-6). Co więcej jedna łyżka pokrywa połowę dziennego zapotrzebowania na kwasy omega-3 i dodatkowo 1/10 zapotrzebowania na witaminę E! Olej orzechowy zawiera też sporo witamin A i B.
O kwasach omega-3 i omega-6 i ich zdrowotnych właściwościach pisałam już wcześniej, dlatego nie będę się powtarzać, a zapraszam ->tutaj<-




Właściwości zdrowotne takiego oleju: [źródło]

Antynowotworowe – naturalny olej z orzechów włoskich posiada potencjalne właściwości przeciwnowotworowe, skuteczne względem szerokiego zakresu problemów.
Przeciwzapalne – zawarte oleju w orzechów włoskich kwasy tłuszczowe omega-3 wykazują doskonałe właściwości łagodzące i ograniczające rozwój stanów zapalnych.
Antybakteryjne – zawarte w oleju składniki czynne nie pozwalają na rozwój wielu szczepów bakterii.
Antyseptyczne – bezpośrednie zastosowanie zmniejsza ryzyko rozwoju infekcji ran.
Anti-Aging – dostarcza cennych wartości odżywczych i antyoksydacyjnych spowalniających procesy starzenia.
Antygrzybicze – olej z orzechów włoskich zapewnia silną ochron przeciwgrzybiczą, szczególnie skuteczną wobec szczepu Candida.
Wyszczuplające – regularne stosowanie oleju z orzechów włoskich jako dodatku do diety pozwala stymulować utratę wagi, podobnie do zielonej herbaty.
Przeczyszczające – stosowany doustnie pomaga w regularnym i sprawnym opróżnianiu jelit.
Przeciwbólowe – zastosowanie podczas masażu traktowany jest jako naturalny środek przeciwbólowy.
Przeciwcholesterolowe – wyraźnie zmniejsza ryzyko rozwoju wysokiego stężenia trójglicerydów we krwi.
Regeneracyjne – doskonale wspiera regenerację komórek skóry oraz odbudowuje jej naturalną barierę ochroną.
Zmiękczające – jako dodatek do kosmetyków naturalnych bardzo dobrze nawilża skórę i zabezpiecza przed wysychaniem.
Przeciwutleniające – neutralizuje działanie wolnych rodników zanim spowodują one uszkodzenie DNA i mitochondriów.
Rozcieńczające – skutecznie usuwa farbę z pędzli, często lepiej niż jakikolwiek inny środek.
Ochronne – bardzo skutecznie utrzymuje drewno i chroni przed zniszczeniem przez warunki zewnętrzne.

Opróczy wyżej wymienionych ma on również zastosowanie pielęgnacyjne włosów czy skóry.

Dlatego zachęcam do kupowania tych olejów, promocje w Biedronce to świetna okazja do zakupu takiego źródła cennych dla naszego zdrowia składników.


Rodzinne tradycje, mała rzecz, a cieszy.

Rodzinne tradycje, mała rzecz, a cieszy.

Niedziela to dzień, który należy spędzać z rodziną. Niedziela to dzień tradycji. W moim domu ten dzień kojarzyć mi się będzie z wieloma, czasami zabawnymi tradycjami, które się przyjęły w moim domu rodzinnym.
Zawsze, gdy jestem wtedy w domu czuję, że to moje miejsce. Mój dom i moi ludzie :)

Jedną z takich tradycji jest jedzenie jajka na miękko na śniadanie. Skąd się to wzięło? Dlaczego akurat jajko? Nie znam dokładnie historii, ale wiem, że ta tradycja weszła w nasze życie dobre 5 lat temu, a może i więcej. Wiem też, bo pamiętam, jak tata mówił wtedy "Ej, wymyślmy sobie jakąś tradycję niedzielną, może jajko na śniadanie, co?". I tak zrobiliśmy. Banalnie proste, a jest z nami do dzisiaj.

Drugą taką tradycją, jedną z tych zabawnych, które trochę damską część rodziny denerwuje, jest oglądanie formuły 1 albo wyścigów kolarskich (to są wyścigi? Mój chłopak by mnie zmierzył teraz wzrokiem mordercy za to, że nie wiem). To jest tradycja mojego taty, a że reszta rodziny to kobiety, to sami sobie resztę dopiszcie :)
Ale nic na to nie poradzę. To już zawsze będzie mi się kojarzyło z niedzielami w domu. Ja z mamą w kuchni szykujemy obiad, a obok w salonie tata i jego sportowe zmagania. Chociaż przeważnie zawsze nasza rozmowa wygląda podobnie:
- jaka jest szansa że to ściszysz tato?
- niewielka
- a może jakieś radyjko?
- zaraz będzie finisz.
Mimo, że zawsze to denerwuje i musimy tego słuchać chwilę przed obiadem, to lubię ten czas. Głupota, a jak cieszy.

No i rosół! Rosół to tradycja w każdej polskiej rodzinie? Tak myślę. Piękna sprawa. Fanką nie jestem, ale jem zawsze. Szczególnie ten domowy, babciny rosołek. Kiedyś w akademiku pokusiłam się na zrobienie własnego. Za drugim razem się udał: )

W niedzielę spędza się czas w domu, na odpoczywaniu, jedzeniu, oglądaniu filmów, czytaniu książek. Ja lubię spędzać wolny czas aktywnie. Tak też było dzisiaj. Miałam jechać na moje 35 kilometrów, ale po dwóch dniach pracy jestem wykończona, więc dzisiaj lżej, ale nie mniej aktywnie. Kajaki. Moja miłość. Moja ulubiona forma spędzania czasu gdy jest ciepło i dużo wolnego. Spływy kajakowe to najcudowniejsza sprawa. A dzisiaj dodatkowo, udało mi się namówić 4/5 mojej rodziny na godzinkę pływania.
Sami oceńcie, czy te widoki nie są piękne?


Dzisiejszy obiad wreszcie udało mi się zrobić na spokojnie, nie po pracy, nie w biegu. Zaserwowałam sobie również indyka, od nie pamiętam kiedy. Najwyższa pora wrócić do tego pysznego mięsa i zrezygnować z kurczaka na jakiś czas.
A skoro już miałam takie dobre mięso, to pulpety wydały się świetnym pomysłem! Miałam dla siebie 300g mięsa, wyszło mi z tego 6 niewielkich pulpetów, czyli dwa obiady.
Tak więc zmieliłam mięso (wiem, koszmar mielić indyka), wymieszałam z trzema ząbkami czosnku, solą, pieprzem i tymiankiem. Do tego mama ostatnio zamroziła trochę szpinaku z ogródka, bo było go za dużo, więc dołożyłam trochę do moich pulpetów.
Wszystko to dokładnie wymieszałam i ulepiłam 6 kulek o średnicy ok 3-4cm.
Do tego 4 małe pieczarki i pół buraka, pokrojonego w cienkie plasterki.
Takie pulpety na parze gotują się 20 minut. Nie ma potrzeby zawijania ich w folię czy kładzenia pod spód papieru. Pulpety nie rozpadają się ani nie przyklejają.
Z kasz wybrałam jęczmienną, pęczak. Jedna z moich ulubionych, ale rzadko jadam, bo jak gotuję z chłopakiem, to nawet nie mamy jej w naszym składziku. Korzystam póki jestem w domu! :)
Podsumowując:
20 minut gotują się pulpety
15 minut burak ( można razem z pieczarkami, jeśli są większe)
10 minut pieczarki (małe)
8 minut kasza

30 minut i obiad gotowy :) a wygląda to mniej więcej tak:


Ach ta niedziiela. Jak dzień udany to i szybciej czas leci. Udanego i miłego poniedziałku wszystkim życzę :) Smacznego!

Pomidory koktajlowe, mała, zdrowa przyjemność.

Pomidory koktajlowe, mała, zdrowa przyjemność.

Kolejny pracowity dzień za mną. Dzisiaj robiłam aż dwa obiady!
Jak wspominałam wcześniej, u mnie w domu każdy je coś innego. Ja gotuję na parze, jedna z sióstr, zbuntowana nastolatka, nie je mięsa, pozostała część rodziny nie wybrzydza i je prawdziwe domowe obiadki.
Dzisiejszy dzień był pracowity dla wszystkich, ja dzisiaj nie musząc iść do pracy, zajmowałam się pracami domowymi. Stąd moje dwa obiady. Mama poprosiła mnie żeby zrobiła i dla nich, czemu nie! Uwielbiam gotować.

Dzisiaj naszło mnie na pomidory. Wczoraj z Lublina przywiozłam moje pomidorki koktajlowe (dzięki mojemu kochanemu współlokatorowi, który je podlewał, nadal żyły!). Wyrosły całkiem pokaźne krzaki z mnóstwem owoców.
Kto by pomyślał, że będę na studiach, na akademikowym balkonie sadzić pomidory :) Przyznaję, że to był dobry pomysł. Razem z chłopakiem mamy poważne plany na zrobienie zimowego ogródka, który będzie naszym oczkiem w głowie jak podejrzewam.

Tak więc korzystając z dużej ilości pomidorów jaką mamy w domu postanowiłam zrobić rodzince spaghetti, 100% naturalne. Świeże pomidory, przyprawy z ogródka i gdyby nie makaron, którego raczej nie jadam to z chęcią bym zjadła cały talerz takiego obiadu.

Mój obiad to ostatnia wersja kurczaka jaką przygotowuję. Obiecuję, że to już ostatni taki monotonny obiad. W miarę jak kończą mi się pomysły, spędzam więcej czasu na kombinowaniu i wymyślaniu nowych, urozmaiconych pomysłów.

Tak więc mój dzisiejszy obiad prezentuje się następująco (na środku możecie podziwiać pierwszego, dojrzałego pomidorka z mojej hodowli :))



Dzisiaj chciałabym wam trochę o tym właśnie owocu opowiedzieć. Bo może nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak bardzo jest to cenny owoc. Może nie tyle owoc, a o substancje zawarte w świeżych owocach pomidorów oraz ich przetworach, które odgrywają istotną rolę w profilaktyce chorób nowotworowych
Mowa tutaj o likopenie, który jest z nich najważniejszy.

Jeśli chcesz pomiń naukowe pisaniny, na końcu napisałam podsumowanie, ale osobiście serdecznie polecam, bo to bardzo ciekawe rzeczy. Możemy tym zabłysnąć przed znajomymi!

Na początek, krótka historia pomidora. Pochodzi z Ameryki Środkowej, a do Europy trafił w XVI wieku. Początkowo uprawiany był tylko dla ozdoby, ponieważ uważano go za roślinę trującą. Lycopersicon esculentum - nazwa powstała ze złożenia dwóch terminów greckich: lýcos (=wilk) i persiké (=pochodzący z Persji), co tłumaczone jest na „wilczą brzoskwinię”. Nazwa gatunkowa esculentus oznacza „jadalny” i pochodzi od łacińskiego słowa esca (=pokarm, pożywienie).

Jedną z ciekawych informacji jakie możemy wyczytać o likopenie, to fakt, że jest on lepiej przyswajalny z przetworzonych pomidorów, a nie ze świeżego owocu. Jak możemy wyczytać z wielu artykułów likopen ma działanie przeciwutleniające, zmniejszając ryzyko niektórych chorób układu krążenia i nowotworów, a także ma wpływ na równowagę hormonalną i odporność organizmu.


Dlaczego powinniśmy spożywać pomidory?
Owoce pomidora są dobrym źródłem witaminy C, której w 100 g części jadalnych jest od 15,0 do 25,0 mg oraz witamin z grupy B, prowitaminy
A i soli mineralnych ( artykuł: Prozdrowotne właściwości owoców pomidora i jego przetworów )

Z kolejnego artykuły dowiedzieć się możemy, że:

Wchłanianie likopenu przez komórki linii Caco-2 (komórki nowotworu okrężnicy człowieka) jest 2, 3 i 4 razy mniejsze niż luteiny, α-karotenu oraz β-karotenu. Zależy ono od zawartości tłuszczów w diecie, które stymulując produkcję soli żółciowych zwiększają dyspersję lipidów i tym samym biodostępność likopenu. Dzienne spożycie 5–10 gramów tłuszczów zapewnia optymalne wchłanianie karotenoidów. Z kolei niekorzystny wpływ ma obecność w pokarmie m.in. błonnika, steroli roślinnych oraz statyn. Związki te wiążą likopen uniemożliwiając jego wchłanianie. Obniżają jego stężenia w surowicy nawet o 40%. (więcej TUTAJ)

Z tego samego artykuły wyczytać można również na temat wolnych rodników:
"Reaktywne formy tlenu (ROS, ang. reactive oxygen species), anionorodnik ponadtlenkowy (O2–·), rodnik hydroksylowy (OH·), nadtlenkowy (RO2·), alkilowy (RO·) oraz tlen singletowy, ozon (O3) oraz nadtlenek wodoru (H2O2) są ważnymi naturalnymi elementami szlaku przekazu sygnałów w komórce. Zaburzenie mechanizmów ich neutralizacji jest przyczyną stresu oksydacyjnego uważanego za podłoże szeregu chorób. ROS powodują modyfikacje DNA, lipidów oraz białek, a także rozregulowują cykl komórkowy. Likopen w reakcji z wolnymi rodnikami może pełnić funkcję donora protonów, przy czym sam staje się rodnikiem. Efektywność usuwania wolnych rodników przez karotenoidy zależy od liczby sprzężonych wiązań podwójnych w cząsteczce. Likopen neutralizuje wolne rodniki ."

"Wykazano, że likopen w stężeniu 1–4 µM chroni komórki przed uszkodzeniami, obniża ryzyko zachorowania na raka prostaty, płuc, piersi, nowotwory układu pokarmowego oraz białaczkę, a w stężeniu dziesięć razy wyższym, także raka wątroby i jajnika. Przy stężeniu 20–60 µM hamuje
proliferację komórek i aktywuje ich apoptozę. Ponadto ogranicza podziały komórek raka jelita, ostrej białaczki szpikowej, białaczki erytroblastycznej oraz chłoniaka typu Burkitta."

Wyniki badań odnośnie wpływu likopenu nie są jednoznaczne. Wiele z nich możemy wyczytać o zależności w spożywaniu likopenu i jego wpływie na choroby nowotworowe, jednak w niektórych badaniach (dotyczących raka prostaty, żołądka oraz piersi) zależność ta nie została w pełni potwierdzona.

"Przyczyną większości chorób układu krążenia jest wysokie stężenie w osoczu lipoprotein o małej gęstości (LDL, ang. low density lipoproteins) oraz wysoki stopień utlenienia LDL, który koreluje z zapadalnością m.in. na arteriosklerozę oraz zawał serca. Wysokie spożycie likopenu zmniejsza ryzyko rozwoju chorób układu krążenia. W grupie osób z dietą bogatą w likopen, obserwuje się wolniejsze odkładanie płytek miażdżycowych w naczyniach."

Jeszcze jedne ciekawy artykuł: Likopen w chemoprofilaktyce chorób nowotworowych oraz sercowo-naczyniowych

Co należy przez to całe naukowe "bla bla" rozumieć?

- pomidor to doskonałe źródło witaminy C, witamin z grupy B, prowitaminy A i soli mineralnych;
- obecność w pokarmie m.in. błonnika, steroli roślinnych oraz statyn, związki te uniemożliwiają wchłanianie likopenu, obniżają jego stężenie w surowicy nawet o 40%;
- likopen neutralizuje wolne rodniki (dwa razy wydajniej niż β-karoten i dziesięć razy niż α-tokoferol), które uszkadzają komórki organizmu, są jedną z przyczyn starzenia się;
- w zależności od stężenia likopenu chroni komórki przed uszkodzeniami, obniża ryzyko zachorowania na raka prostaty, płuc, piersi, nowotwory układu pokarmowego oraz białaczkę, a także raka wątroby i jajnika;
- wysokie spożycie likopenu zmniejsza ryzyko rozwoju chorób układu krążenia


Po raz kolejny zachęcam was serdecznie do czytania artykułów naukowych, bo można się z nich dowiedzieć wielu cennych informacji. Przyznajcie, że to co czytamy o naszych cudownych pomidorach jest podnoszące na duchu? Tak więc nie bójmy się, jedzmy pomidory!

Jutro lecę na cały dzień do pracy więc dzisiaj, mimo brzydkiej pogody i ryzyka, że zmoknę wsiadłam na rower i zrobiłam moje kolejne piękne półtorej godziny cudownej przejażdżki.


Dzielę się swoim prywatnym życiem.

Muszę przyznać, że dawno nie miałam tak bardzo zapracowanego tygodnia. Odkąd wróciłam na wakacje do domu staram się szukać ciągle czegoś do roboty, bo nuda to ostatnie czego potrzebuję. Tak więc odkąd jestem w domu, a minęło już dwa tygodnie, biegam po lekarzach, załatwiam wszystkie odkładane bardzo długo sprawy. Nie mam czasu na wylegiwanie się.
Ale dzisiejszy dzień to już przesada. Dawno nie było tak na wariackich papierach. Od 7 rano na nogach, przejazd 140km do Lublina, przeprowadzka, powrót i od razu do pracy do 21. Dopiero zdążyłam usiąść.
Jestem wykończona, ale szczęśliwa (chociaż dzisiaj dzień bez obiadu). Takie dni często dają mi wiele do myślenia kiedy już leżę w łóżku i zasypiam.

Pewnie mało was interesuje co myśli zmęczony po pracy człowiek, ale i tak wam napiszę, w końcu to mój blog! :)

Pierwsze co myślę, to, że minął zaledwie tydzień od wyjazdu mojego chłopaka za granicę i chociaż rozmawiamy codziennie to tęsknię potwornie i codziennie skreślam na kalendarzu kolejny dzień, wmawiając sobie, że już niedużo zostało (54 dni).
Jest ciężko, momentami bardzo ciężko. Ale każde z nas zdaje sobie sprawę z tego, że to jest potrzebne. To jest smutna prawda. W przyszłym roku jadę z nim i najchętniej bym już tam została.
Po tej szalonej gonitwie myśli, zmieniam szybko kierunek zanim zrobi się bardzo smutno i taka wykończona marzę sobie o tym żeby już żyć we własnym świecie.
Marzy mi się mój mały domek, w którym będę tylko ja, mój mąż i dzieci. Marzy mi się ten azyl. Posiadanie własnych problemów, a nie rozwiązywanie wszystkich dookoła, a swoje dalej nierozwiązane zostawiać na później. Marzy mi się życie dla siebie. Kocham swoją rodzinę i za nic bym ich nie wymieniła, ale to już jest ten czas, żeby iść w inną stronę, zacząć coś nowego.
I to zamierzam uczynić. Stąd ta praca, plany, koniec studiów i nowe życie. Już nie mogę się doczekać!

Dzisiaj niestety bez przepisu, bez obiadu, trochę nudno i prywatnie, ale trochę tego potrzebowałam dzisiaj. Ten dzień wyzuł ze mnie wszystko.
Kalarepa, zielone źródło witamin i minerałów.

Kalarepa, zielone źródło witamin i minerałów.

Dzisiejszy dzień był jednym z moich ulubionych dni od dłuższego czasu. Nie było chwili wolnego, dużo spraw do załatwienia i mnóstwo pozytywnych wrażeń. Takie dni lubię, kiedy mam zajęcie, spędzam czas poza domem, dużo chodzę i wszystko udaje mi się załatwić. Zdążyłam nawet zrobić 35km na rowerze na koniec, lepiej być nie może.
Z drugiej strony tak zajęty dzień może odbić się na tym co jemy. Ponieważ dzisiaj miałam dwa różne badania krwi, w dwóch różnych przychodniach nie mogłam zjeść śniadania. Czułam się przez to źle, byłam głodna, a wiadomo, że jak człowiek głodny to zły.
Na szczęście nie trwało to długo i szybko, spacerkiem załatwiłam obie przychodnie w ciągu niecałych dwóch godzin i mogłam spokojnie zjeść owsiankę.
Wszystkie badania robiłam kontrolnie, uznałam, że warto chociaż raz na rok lub pół roku zrobić wszystkie te podstawowe. Morfologia krwi wyszła świetnie, wiele wyników poprawiło się od ostatniego razu, ale co najbardziej mnie zaskoczyło TSH (poziomu tyreotropiny we krwi jest podstawowym badaniem, gdy chcemy sprawdzić, czy tarczyca prawidłowo funkcjonuje). Ostatni raz robiłam TSH w zeszłe wakacje i wynik wyszedł na granicy normy. U mnie w domu, oprócz taty, każdy ma problem z tarczycą. Po dzisiejszych badaniach mogę śmiało stwierdzić, że moje wyniki się poprawiły i poziom TSH zmniejszył się do środka normy.
Nie wiem czemu to mogę zawdzięczać, ale szczerze liczę na to, że moje zdrowe odżywianie się przez ostatni rok miało na to wpływ. Wszystkiego dowiem się od lekarzy, bo te dzisiejsze badania to nie wszystkie jakie planuję zrobić w najbliższym czasie.

Mimo bardzo zajętego dnia udało mi się zrobić szybki obiad, a potem wyskoczyć na rower.
Dzisiaj na tablicy wylądowała KALAREPA. Zakochałam się w tym warzywie. Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz spróbowałam jej w tym roku i do tej pory nie mogę się przestać zachwycać jej smakiem. Oczywiście stało się to za sprawą mojego chłopaka, który kiedyś zrobił sałatkę z tym warzywem.
Tak więc kalarepa... ach co za warzywo!


Zacznę od tego, że 100 g kalarepy to zaledwie 27 kcal! To już powinno większość z was przekonać do spróbowania. Jest słodka w smaku i chrupiąca.
Wikipedia podaje, że zawiera m.in.: sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, fosfor, chlor, jod, karoteny, witaminy: B1, B2, B6, C; kwasy: nikotynowy, pantotenowy, foliowy, szczawiowy.
Czy to nie najpiękniejsza lista składników mineralnych i innych cudowności?
Co więcej zawiera aktywne biologicznie związki (izotiocyjaniany, sulforafan czy indol-3-karbinol), które mogą wykazywać działanie przeciwnowotworowe.
Cudowne warzywo, o którym rzadko się pamięta. U mnie w domu nigdy nie było na stole kalarepy!

Sezon na kalarepę trwa od maja do końca listopada. Ale w sklepach dostępna jest cały rok. Na dodatek jej cena nie przekracza 4zł więc nie miejmy wymówek i biegiem do sklepu po kalarepę!

Mój dzisiejszy obiad na szybko przedstawia się następująco:


Z warzyw wybrałam kalafiora, buraka i zielony groszek z ogródka mojej mamy (pycha). Z kasz wreszcie nadszedł czas na moją ulubioną gryczaną. Technika gotowania niczym nie różni się od tych poprzednich.
Udko z kurczaka marynowane (chociaż dzisiaj nie poleżało długo) w czosnku, pieprzu i oliwie z oliwek (z dodatkiem chilli, to znowu jakiś nabytek mojej mamy i tak jak poprzednio nie czułam trufli, tym razem chilli nie było). Obieramy i kroimy warzywka, kalafiora dzielimy na mniejsze różyczki, groszek myjemy.
Czas gotowania to 20 minut, najpierw udko, po 5 minutach dorzuciłam resztę, a na ostatnie 8 minut dosypałam kaszy. W sumie zajęło mi to 35 minut (specjalnie liczyłam :)). Tak więc po trochę ponad pół godzinie mogłam siąść do obiadu.


Po takim obiedzie, godzina przerwy i ruszyłam na rower. 35 kilometrów to moja podstawowa trasa, więcej na razie nie pojadę. Do tego minimum 3 razy w tygodniu basen i jest pięknie, bo widzę efekty!
Dzisiaj w ciągu tego całego zamieszania byłam również na rozmowie o pracę, trzymacie kciuki, studentka potrzebuje pieniążków na nowy rower :)
Filet z kurczaka w marynacie z czosnku i tymianku z warzywami

Filet z kurczaka w marynacie z czosnku i tymianku z warzywami

Niedziela. Dzień wypoczywania, obiadów z całą rodziną i na końcu dzień przed poniedziałkiem.
W moim domu mamy już stały schemat spędzania niedziel. I jedzenie i sposób w jaki spędzamy ten dzień jest już tradycją i myślę, że nikt nie chce tego zmieniać. Zwykle wygląda to tak, że jemy wspólne śniadania - zawsze jest to jajko ugotowane na miękko, później idziemy do kościoła, obiad to oczywiście rosół i kurczak, czasami inne pieczone lub smażone mięso, a na koniec wspólne wylegiwanie się i odpoczywanie.
Odkąd ja i moje siostry dorosłyśmy, niedzielny czas zaczął się powoli zmieniać pod względem jedzenia i wypoczywania, ponieważ coraz rzadziej jesteśmy wszyscy w domu.

Dzisiaj nie byliśmy w komplecie, bo byłam tylko ja i rodzice. Dzięki temu mogłam wyłamać się z tradycyjnego obiadu i przygotować sobie coś swojego. Zrobiłam fileta z kurczaka zamarynowanego w oliwie z oliwek z czosnkiem i tymiankiem. Dodatkowo gotowałam również marchew, buraka, kalafiora i cukinię. Z kasz wybrałam jęczmienną, bo uwielbiam.
Bardzo zaskoczyła mnie moja mama, która stwierdziła, że chce jadać ze mną takie obiady. Natomiast tata nadal jest w szoku jak można to jeść. Dzisiaj stwierdził, że to jest niejadalne :) Ale nie słuchajcie go, ja zjadłam i żyję.



A przepis jak zwykle bardzo prosty i jeśli czytaliście moje poprzednie posty to nic was nie powinno zaskoczyć.


1. Fileta myjemy, zalewamy łyżką oliwy z oliwek, wyciskamy jeden ząbek czosnku i posypujemy tymiankiem (lub innymi ulubionymi przyprawami), następnie zawijamy fileta w folię. Zawsze dobrze jest przygotować sobie mięso wcześniej. Smakuje wtedy lepiej gdy trochę poleży w tej marynacie.
2. Obieramy marchew, buraka, kroimy cukinię, oraz dzielimy kalafiora na mniejsze różyczki.
3. Gotujemy wodę i jako pierwsze wkładamy naszego fileta, ustawiając czas na 20 minut.
4. Po 5 minutach wkładamy marchew, buraka i kalafiora.
5. Cukinię gotujemy dopiero gdy zostanie nam 10 minut do końca.
6. jako ostatnie gotujemy kaszę (8 minut)


Taki lekkostrawny i zdrowy obiad to około 270kcal, a jedynym tłuszczem jaki dodajemy to łyżka oliwy z oliwek. Chociaż tłuszcz jest nam potrzebny w diecie, pamiętajmy żeby to był tylko ten dobry tłuszcz.
Nadmierne spożywanie tłuszczu, a szczególnie jego skład, który jest niekorzystny dla naszego zdrowia, jest współodpowiedzialny za występowanie chorób układu krążenia.
"Szczególnie istotna, ze względów bezpieczeństwa zdrowotnego, jest zawartość KT nasyconych i izomerów trans (TFA). TFA mają negatywny wpływ
na układ krążenia, ponieważ obniżają poziom frakcji HDL jednocześnie podnosząc stężenie LDL cholesterolu oraz triacylogliceroli w surowicy krwi.
Przypuszcza się również, że TFA przyczyniają się do powstawania takich chorób, jak: niepłodność, kamienica żółciowa, Alzheimer, cukrzyca czy nowotwory".
Bardzo serdecznie polecam artykuł naukowy: Źródła izomerów trans kwasów tłuszczowych na polskim rynku.

Znalazłam również bardzo ciekawy artykuł na temat tłuszczu w pieczywie! Wiedzieliście o tym, że nawet w pszennych bułkach i chlebie znajdują się nienasycone kwasy tłuszczowe? Artykuł można przeczytać tutaj: KWASY TŁUSZCZOWE I IZOMERY TRANS W PIECZYWIE

Wiem, że temat jest wałkowany przez wiele osób, ale nigdy nie powinniśmy tego lekceważyć i wbijmy sobie do głowy, które tłuszcze to zdrowe tłuszcze!
Najbardziej wartościowe są tłuszcze nienasycone, które chronią nas przed wieloma chorobami. Znajdziemy je głównie w rybach morskich i w tym przypadku im tłuściej tym lepiej. Do dobrych tłuszczy zaliczamy również oliwę z oliwek, orzechy.
I chociaż ich dobroć jest znana każdemu, musimy pamiętać, że ich kaloryczność jest wysoka, więc przesadzać z ich ilością też nie można.
Ponieważ nasz organizm nie jest w stanie wytworzyć sam niektórych nienasyconych kwasów tłuszczowych - NNKT musimy je dostarczać z pożywieniem, a sa to głównie omega-3 (ryby) i omega-6 (tłuszcze roślinne). Ich proporcja powinna wynosić 1:5. Jest to ważna równowaga i często jest zaburzana, ponieważ spożywamy za mało ryb. Musimy pamiętać, że nadmiar omega-6 zaburza dobroczynne działanie kwasów omega-3.

W racjonalnej diecie istotny jest stosunek kwasów omega-3/omega-6. Problemem jest fakt, że przeciętna dieta Europejczyka dostarcza kwasów omega-3/omega-6 w proporcji 1:20. Nadmierna podaż wraz z dietą kwasu linolowego (omega-6) nasila odpowiedź zapalną, wykazuje działanie protrombotyczne i podwyższa ciśnienie tętnicze krwi. Dodatkowo nadmiar kwasów omega-6 promuje powstawanie eikozanoidów, które zwiększają ryzyko rozwoju chorób układu sercowo-naczyniowego oraz chorób nowotworowych.

Więcej o tłuszczach i ich dobroczynnym działaniu możemy poczytać tutaj: Które tłuszcze są wartościowe?

Wszystko jest dla ludzi, ale pamiętajmy o umiarze :)

Najważniejszy posiłek dnia?

Najważniejszy posiłek dnia?

"Śniadanie zjedz sam, obiad z przyjacielem a kolację oddaj wrogowi". Chyba każdy z nas zna to przysłowie. I w każdym takim przysłowiu jest ziarno prawdy. Jednak niekoniecznie powinniśmy brać to wszystko dosłownie. To jak wygląda nasza dieta, jak mamy zorganizowany dzień, czy uprawiamy sport to wszystko ma wpływ na to ile jemy i o której jemy. Nie można ustalić dla wszystkich ludzi jednego schematu. To się zwyczajnie nie sprawdza.
Każdy z nas prowadzi inny tryb życia, ma inne zapotrzebowanie kaloryczne.
5 posiłków dziennie. Tak nam ustalono. Dostaliśmy takie wytyczne z góry i mamy się stosować, bo to zdrowe. Nie do końca się z tym zgadzam.
Znacie historię typowego English breakfast? To taki klasyczny przykład.

Chyba każdy wie jak takie śniadanie wygląda. Jest "na bogato", ale przecież śniadanie to najważniejszy posiłek i nie ważne ile zjemy, bo przecież wszystko spalimy w ciągu dnia. I tak i nie.
Według wikipedii (na studiach też się o tym uczyłam) historia śniadania angielskiego przedstawia się następująco:
"Śniadanie angielskie to efekt klęsk głodowych w dawnej Anglii. Rolnicy wstający o poranku do pracy w polu mieli możliwość jedzenia zazwyczaj tylko jednego ciepłego i obfitego posiłku dziennie. Śniadanie obfitujące w tłuszcz i kalorie miało być dla nich źródłem energii aż do wieczora, kiedy to wracali do domu aby spożyć wieczorny posiłek."
Wyobraźcie sobie, że ludzie tam nadal jedzą takie śniadania, a przecież tyle się zmieniło. Takie śniadanie składa się z 90% tłuszczu! Przerażające.
Obecnie wcale nie potrzebujemy jeść tyle co ludzie kiedyś. Czasy się zmieniły. Nie wychodzimy na cały dzień w pole, nie wszyscy pracujemy ciężko, fizycznie przez cały dzień. Więc dlaczego mamy jeść tyle samo i tak dużo? Zmieniajmy nasze nawyki. Dostosowujmy to co jemy i ile jemy do naszego trybu dnia. To bardzo ważne by zachować równowagę.

Więc jak to jest? Co z tym śniadaniem? Jeść? Nie jeść?
Znalazłam bardzo ciekawe badania przeprowadzone w 2016 roku przez The American Journal of Clinical Nutrition. Jedyną wadą tego badania jest fakt, że zostało przeprowadzone na osobach nie uprawiających sportu, a jedynie osób borykających się z nadwagą.
Biorących udział podzielono na dwie grupy. Jedna grupa spożywała śniadania codziennie do godziny 11:00, natomiast druga grupa nie jadła nic do godziny 12:00. Badanie trwało 6 tygodni.

Wyniki jasno mówią, że podaż energii nie była znacznie większa w grupie jedzącej śniadanie w porównaniu do drugiej grupy.
Masa ciała w obu grupach wzrosła jednakowo, bez żadnych niepożądanych efektów lub zmiany tempa metabolizmy spoczynkowego.
Również nie zauważono zmian w hormonach regulujących łaknienie, a także hormonów tarczycy.
Nie zanotowano różnic w poziomie lipidów (LDL, HDL, cholesterol całkowity i triglicerydy) i stężeniu białka C-reaktywnego.

Więcej na temat badania można poczytać tutaj: The causal role of breakfast in energy balance and health: a randomized controlled trial in obese adults

To tylko jedno z wielu takich badań i coraz częściej dochodzi się do wniosków, że śniadanie wcale nie jest koniecznością. Ja zawsze powtarzam, że to sprawa indywidualna. Jeśli potrzebujesz zjeść coś po przebudzeniu, śmiało. Jeśli budzisz się i nie jesteś w stanie nic zjeść przez kilka pierwszych godzin, proszę bardzo :)
Słuchajmy swojego organizmu. On doskonale wie czego potrzebujemy, a czego powinniśmy unikać. Jednak żeby nauczyć się słuchać i zauważać reakcje organizmu na to co robimy, musimy coś mieć chociaż podstawową wiedzę na temat tego co jeść i ile jeść.

Oczywiście, że warto zwracać uwagę na to co spożywamy na śniadanie, bo jest to ważna pora dnia i ważna pozycja w naszym menu. Nie traktujmy jednak tego jako pierwszy posiłek zjadany w ciągu dnia i że jest on ważniejszy od innych.

Ja jem śniadania. Przyznaję, nauczyłam się tego w domu. U mnie ta zasada "nie wyjdziesz nigdzie bez śniadania" była traktowana poważnie. Wiadomo, przyszły studia, bywało różnie. Jednak od roku staram się jeść śniadanie regularnie i śmiejcie się, ale zawsze jest to owsianka.
Tak. Jem na śniadanie owsiankę. Gotowaną na wodzie. Czasami zaszaleję i jest to mieszanka różnych kasz.


To są podstawowe składniki, które składają się na moje śniadanie. Codziennie powtarzam ten sam rytuał. Dodatkowo (ale rzadko, niestety) jeśli uda mi się kupić orzechy lub suszone owoce to kilka sztuk zawsze dodaję. Uwielbiam wersję z kiwi lub teraz też nektarynką albo jagodami. Traktuję to jako mój dobry start dnia. najadam się tym na jakieś 2 godziny, max 3. Nie ukrywam, czasami zdarza się, że już po godzinie jestem głodna. Ale dla mnie to jest przyjemność - rozpoczynanie w taki sposób każdego dnia.

Jak jesteśmy z chłopakiem w akademiku to bardzo lubię ten czas. Zawsze miło mi się będzie kojarzyć robienie owsianki z samego rana. Lekko zaspani drepczemy do kuchni. Obieram marchewki, sztuk dwie, kaszę gotuję tylko sobie i robię to całe czary mary z dodatkami.
Mój chłopak też jada rano owsianki, ale jego metoda jest inna. Zwykle jest to mieszanka kasz z orzechami zalewana kefirem lub jogurtem. Również ląduje tam też jakiś owoc, przeważnie banan. Równie świetny sposób na śniadanie.
Fajnie jest też zalać kasze kefirem i zostawić na noc w ciepełku. Takie fermentowane musli jest bardzo zdrowe. Smakuje tez nieźle.

Podczas gdy ja gotuję swoje śniadanie mój chłopak odprawia swoje rytuały. Szczerze go za to podziwiam, bo ja z rana jestem sztywna jak kołek i wszystko mnie boli, a on przez 15 minut się rozciąga, podciąga, zgina. Sportowcy chyba już tak mają, co?
Obiecałam mu, że też tak będę. O jeju! Zaczęłam się już rozciągać. Mam dwa miesiące żeby coś ze sobą zrobić, bo inaczej będzie wstyd, że taka nierozciągnięta jestem :) A tak to po jego powrocie z Londynu będę już jak kobieta guma!

Z ciekawostek na dziś dodam, że warto jeść cynamon! Cudowny składnik, do owsianki idealny.
Cynamon stabilizuje poziom insuliny, jednego z hormonów odpowiadających za metabolizm węglowodanów. Może pomóc obniżyć poziom cukru we krwi, zmniejszając tym samym ryzyko rozwoju cukrzycy. Dlatego warto jest dodawać cynamon do owsianki, jogurtu, kawy, herbaty czy koktajli owocowych.

Jak to działa: "Wzrost stężenia cukru we krwi powoduje wydzielanie dużej ilości insuliny przez trzustkę. Ma to na celu obniżenia stężenia glukozy we krwi i przesunięcie tego cukru do wnętrza komórek organizmu. Nadprodukcja insuliny staje się z biegiem czasu procesem utrwalonym i nawet spożycie posiłku zawierającego niewielką ilość węglowodanów powoduje nawykowy, duży jej wyrzut do krwi. Objawem tego są duże wahania stężenia cukru we krwi. Nadprodukcja insuliny usuwa zbyt szybko z krwi glukozę, która jest naturalnym źródłem energii i spełnia rolę motoru napędowego. Niedocukrzenie we krwi jest ostatnio zjawiskiem bardzo powszechnym. O ile odczuwa się nagłe zmęczenie i ospałość w ciągu dnia, to jest to związane z obniżeniem stężenia glukozy we krwi. Zjedzenie "złego węglowodanu" bardzo szybko przywraca zachwianą równowagę, powodując natychmiastową poprawę samopoczucia i wzrost energii. Niestety, wyprodukowany nadmiar insuliny powoduje jeszcze gwałtowniejszy spadek stężenia glukozy i wpadamy w błędne koło zaczynając coraz więcej jeść i jeść." [http://www.janus.net.pl/]

Dajcie znać jak u was wygląda śniadanie. Jecie, czy raczej unikacie? Bardzo jestem ciekawa jakie macie zdanie na ten temat.

Zapomniane, pomijane, a bardzo wartościowe podroby.

Zapomniane, pomijane, a bardzo wartościowe podroby.

Podroby to trudny temat. Czyżby? Czy ich bogactwo w składniki mineralne i niska cena to mało żeby je polubić?
Prawdziwy kawał dobrego mięsa na studencki talerz.
Cynk i żelazo to główne składniki mineralne jakie znajdują się w podrobach. Zawierają one również dużo witamin (A, z grupy B), a także dostarczają wartościowego białka.


Słyszymy podroby i co pierwsze przychodzi nam do głowy? Wątroba! Mózg! Serca! Ozory! Fuj.
Szczerze, sama jeszcze w zeszłym roku bym tego nie zjadła. Nie mogłam znieść nawet zapachu wątróbki, którą u mnie w domu bardzo lubią. Przekonał mnie do tego mój kochany chłopak (wychodzi na to, że do wielu rzeczy mnie ten człowiek przekonał!).
Jak się poznaliśmy w zeszłym roku bardzo się dziwiłam, gdy gotował sobie ozór wołowy, albo wątróbkę! No i ten zapach... Ale kiedyś zaprosił mnie, jeszcze jako kolega i współlokator, na wspólny obiad i chociaż byłam nastawiona na zjedzenie samych warzyw, to muszę przyznać, że ozór wołowy tak mi zasmakował, że później tylko czekałam aż mnie znowu zaprosi.
Od pół roku razem gotujemy obiady, razem je przygotowujemy i jemy. Staramy się spędzić czas pory obiadowej razem, bo czasami jest to jedyna okazja do wspólnego posiedzenia i porozmawiania jak nam mija dzień.

Tak więc z podrobów, które jadamy mogę wymienić przede wszystkim wątróbkę drobiową (głównie indyczą), ozory wołowe, czasami żołądki.

Wątróbka zawiera bardzo dużo łatwo przyswajalnego żelaza i witaminy B12. W zaledwie 100g porcji znajduje się 10mg żelaza - niektóre źródła podają nawet 18mg (zalecane spożycie dla grupy wiekowej 19-30 to 10mg). Dla porównania w nóżce z kurczaka żelaza jest zaledwie 0,7mg.
Rola żelaza wg IŻŻ: "w szpiku kostnym wykorzystywany do tworzenie krwinek czerwonych, uczestniczy w syntezie DNA, odgrywa ważną rolę w zwalczaniu wirusów i bakterii przez system immunologiczny, wpływa również na metabolizm cholesterolu i sprzyja detoksykacji szkodliwych substancji w wątrobie."
Wątróbka to bogactwo witaminy A, dlatego ze względu na możliwość przedawkowania nie powinno się jej jeść za często. Ja jadam wątróbkę raz w tygodniu. Witamina A wzmacnia odporność organizmu, przyspiesza gojenie ran, spowalnia procesy starzenia i poprawia wzrok.
Znajdziemy tam również witaminę PP, niezbędna do prawidłowej pracy mózgu oraz obwodowego układu nerwowego. Bierze również udział w syntezie hormonów płciowych, insuliny oraz kortyzolu.

O wątróbce można pisać i pisać. Zalet ma mnóstwo, dlatego nie bójmy się jej jeść.

Przeciwwskazania do jedzenia podrobów? Osoby cierpiące na dnę moczanową nie powinny jeść podrobów, ponieważ zawierają one dużą ilość puryn, które są odpowiedzialne za nasilanie objawów choroby. Drugą grupą, która powinna unikać dużej ilość podrobów to osoby ze skłonnościami do podwyższonego cholesterolu oraz ze schorzeniami układu krążenia. W 100 g wątróbki drobiowej jest nawet 300 mg tej substancji, czyli wykorzystujemy cały dzienny limit dla dorosłej osoby.

Jeśli chodzi o inne podroby, dużą zawartość białka charakteryzują się ozory, są również bogate w witaminę PP. Żołądki(drobiowe) natomiast są źródłem łatwo przyswajalnego białka zwierzęcego, cynku, magnezu, witamin z grupy B. jedyną wadą tych ozorów i żołądków to długi czas gotowania. Żeby były dobre i miękkie trzeba je gotować ok 4 godzin.

Jeśli chodzi o zalety jedzenia podrobów i ogólnie mięsa, to odsyłam do bardzo ciekawego wykładu(w języku angielskim) pt. Meet your meat. Wykład prowadzi Pani Denise Minger, która, co ciekawe, kiedyś była wegetarianką :)

Na koniec już bardzo króciutko o moim dzisiejszym obiedzie. Nie trudno pewnie odgadnąć, dzisiaj na obiad była wątróbka indycza z warzywami i kaszą jaglaną. Przepyszne połączenie. Wątróbka z pary może niekoniecznie jest jakimś rarytasem, ale mi bardziej smakuje niż ta smażona z cebulą, której kiedyś nie mogłam nawet wąchać, a dzisiaj już toleruję.
200g wątróbki indyczej dostałam w Kauflandzie za niecałe 3zł! Dla mnie to są dwa obiady, więc uważam, że cena na studencką kieszeń idealna. Jedna, średnia marchew(to już tradycja) oraz pół młodego buraka, a i trzy rzodkiewki, które znalazłam na dnie lodówki. Chyba wszyscy o nich zapomnieli. Do tego kasza jaglana.
O kaszach na pewno będzie osobny post, na razie mogę wspomnieć, że jaglana, otrzymywana z prosa, nie zawiera glutenu, ma dużo białka i witamin z grupy B, miedź oraz żelazo.

Obiad przygotowany podobnie jak wczoraj, wątróbka (nieprzyprawiona, jedynie umyta) zawinięta szczelnie w folię, warzywa pokrojone, kasza odmierzona :)


Na drugim zdjęciu pokazałam wam jak to wszystko układam. Jak widzicie miejsca nie ma dużo.
Czas gotowania to 15 minut. Tym razem wszystko układamy w tym samym czasie, jedynie kaszę wsypujemy, gdy zostanie 8 minut do końca.
Wątróbkę przyprawiamy solą i pieprzem do smaku już po ugotowaniu. Smacznego!


Copyright © 2014 W Morozówce , Blogger