Najważniejszy posiłek dnia?

"Śniadanie zjedz sam, obiad z przyjacielem a kolację oddaj wrogowi". Chyba każdy z nas zna to przysłowie. I w każdym takim przysłowiu jest ziarno prawdy. Jednak niekoniecznie powinniśmy brać to wszystko dosłownie. To jak wygląda nasza dieta, jak mamy zorganizowany dzień, czy uprawiamy sport to wszystko ma wpływ na to ile jemy i o której jemy. Nie można ustalić dla wszystkich ludzi jednego schematu. To się zwyczajnie nie sprawdza.
Każdy z nas prowadzi inny tryb życia, ma inne zapotrzebowanie kaloryczne.
5 posiłków dziennie. Tak nam ustalono. Dostaliśmy takie wytyczne z góry i mamy się stosować, bo to zdrowe. Nie do końca się z tym zgadzam.
Znacie historię typowego English breakfast? To taki klasyczny przykład.

Chyba każdy wie jak takie śniadanie wygląda. Jest "na bogato", ale przecież śniadanie to najważniejszy posiłek i nie ważne ile zjemy, bo przecież wszystko spalimy w ciągu dnia. I tak i nie.
Według wikipedii (na studiach też się o tym uczyłam) historia śniadania angielskiego przedstawia się następująco:
"Śniadanie angielskie to efekt klęsk głodowych w dawnej Anglii. Rolnicy wstający o poranku do pracy w polu mieli możliwość jedzenia zazwyczaj tylko jednego ciepłego i obfitego posiłku dziennie. Śniadanie obfitujące w tłuszcz i kalorie miało być dla nich źródłem energii aż do wieczora, kiedy to wracali do domu aby spożyć wieczorny posiłek."
Wyobraźcie sobie, że ludzie tam nadal jedzą takie śniadania, a przecież tyle się zmieniło. Takie śniadanie składa się z 90% tłuszczu! Przerażające.
Obecnie wcale nie potrzebujemy jeść tyle co ludzie kiedyś. Czasy się zmieniły. Nie wychodzimy na cały dzień w pole, nie wszyscy pracujemy ciężko, fizycznie przez cały dzień. Więc dlaczego mamy jeść tyle samo i tak dużo? Zmieniajmy nasze nawyki. Dostosowujmy to co jemy i ile jemy do naszego trybu dnia. To bardzo ważne by zachować równowagę.

Więc jak to jest? Co z tym śniadaniem? Jeść? Nie jeść?
Znalazłam bardzo ciekawe badania przeprowadzone w 2016 roku przez The American Journal of Clinical Nutrition. Jedyną wadą tego badania jest fakt, że zostało przeprowadzone na osobach nie uprawiających sportu, a jedynie osób borykających się z nadwagą.
Biorących udział podzielono na dwie grupy. Jedna grupa spożywała śniadania codziennie do godziny 11:00, natomiast druga grupa nie jadła nic do godziny 12:00. Badanie trwało 6 tygodni.

Wyniki jasno mówią, że podaż energii nie była znacznie większa w grupie jedzącej śniadanie w porównaniu do drugiej grupy.
Masa ciała w obu grupach wzrosła jednakowo, bez żadnych niepożądanych efektów lub zmiany tempa metabolizmy spoczynkowego.
Również nie zauważono zmian w hormonach regulujących łaknienie, a także hormonów tarczycy.
Nie zanotowano różnic w poziomie lipidów (LDL, HDL, cholesterol całkowity i triglicerydy) i stężeniu białka C-reaktywnego.

Więcej na temat badania można poczytać tutaj: The causal role of breakfast in energy balance and health: a randomized controlled trial in obese adults

To tylko jedno z wielu takich badań i coraz częściej dochodzi się do wniosków, że śniadanie wcale nie jest koniecznością. Ja zawsze powtarzam, że to sprawa indywidualna. Jeśli potrzebujesz zjeść coś po przebudzeniu, śmiało. Jeśli budzisz się i nie jesteś w stanie nic zjeść przez kilka pierwszych godzin, proszę bardzo :)
Słuchajmy swojego organizmu. On doskonale wie czego potrzebujemy, a czego powinniśmy unikać. Jednak żeby nauczyć się słuchać i zauważać reakcje organizmu na to co robimy, musimy coś mieć chociaż podstawową wiedzę na temat tego co jeść i ile jeść.

Oczywiście, że warto zwracać uwagę na to co spożywamy na śniadanie, bo jest to ważna pora dnia i ważna pozycja w naszym menu. Nie traktujmy jednak tego jako pierwszy posiłek zjadany w ciągu dnia i że jest on ważniejszy od innych.

Ja jem śniadania. Przyznaję, nauczyłam się tego w domu. U mnie ta zasada "nie wyjdziesz nigdzie bez śniadania" była traktowana poważnie. Wiadomo, przyszły studia, bywało różnie. Jednak od roku staram się jeść śniadanie regularnie i śmiejcie się, ale zawsze jest to owsianka.
Tak. Jem na śniadanie owsiankę. Gotowaną na wodzie. Czasami zaszaleję i jest to mieszanka różnych kasz.


To są podstawowe składniki, które składają się na moje śniadanie. Codziennie powtarzam ten sam rytuał. Dodatkowo (ale rzadko, niestety) jeśli uda mi się kupić orzechy lub suszone owoce to kilka sztuk zawsze dodaję. Uwielbiam wersję z kiwi lub teraz też nektarynką albo jagodami. Traktuję to jako mój dobry start dnia. najadam się tym na jakieś 2 godziny, max 3. Nie ukrywam, czasami zdarza się, że już po godzinie jestem głodna. Ale dla mnie to jest przyjemność - rozpoczynanie w taki sposób każdego dnia.

Jak jesteśmy z chłopakiem w akademiku to bardzo lubię ten czas. Zawsze miło mi się będzie kojarzyć robienie owsianki z samego rana. Lekko zaspani drepczemy do kuchni. Obieram marchewki, sztuk dwie, kaszę gotuję tylko sobie i robię to całe czary mary z dodatkami.
Mój chłopak też jada rano owsianki, ale jego metoda jest inna. Zwykle jest to mieszanka kasz z orzechami zalewana kefirem lub jogurtem. Również ląduje tam też jakiś owoc, przeważnie banan. Równie świetny sposób na śniadanie.
Fajnie jest też zalać kasze kefirem i zostawić na noc w ciepełku. Takie fermentowane musli jest bardzo zdrowe. Smakuje tez nieźle.

Podczas gdy ja gotuję swoje śniadanie mój chłopak odprawia swoje rytuały. Szczerze go za to podziwiam, bo ja z rana jestem sztywna jak kołek i wszystko mnie boli, a on przez 15 minut się rozciąga, podciąga, zgina. Sportowcy chyba już tak mają, co?
Obiecałam mu, że też tak będę. O jeju! Zaczęłam się już rozciągać. Mam dwa miesiące żeby coś ze sobą zrobić, bo inaczej będzie wstyd, że taka nierozciągnięta jestem :) A tak to po jego powrocie z Londynu będę już jak kobieta guma!

Z ciekawostek na dziś dodam, że warto jeść cynamon! Cudowny składnik, do owsianki idealny.
Cynamon stabilizuje poziom insuliny, jednego z hormonów odpowiadających za metabolizm węglowodanów. Może pomóc obniżyć poziom cukru we krwi, zmniejszając tym samym ryzyko rozwoju cukrzycy. Dlatego warto jest dodawać cynamon do owsianki, jogurtu, kawy, herbaty czy koktajli owocowych.

Jak to działa: "Wzrost stężenia cukru we krwi powoduje wydzielanie dużej ilości insuliny przez trzustkę. Ma to na celu obniżenia stężenia glukozy we krwi i przesunięcie tego cukru do wnętrza komórek organizmu. Nadprodukcja insuliny staje się z biegiem czasu procesem utrwalonym i nawet spożycie posiłku zawierającego niewielką ilość węglowodanów powoduje nawykowy, duży jej wyrzut do krwi. Objawem tego są duże wahania stężenia cukru we krwi. Nadprodukcja insuliny usuwa zbyt szybko z krwi glukozę, która jest naturalnym źródłem energii i spełnia rolę motoru napędowego. Niedocukrzenie we krwi jest ostatnio zjawiskiem bardzo powszechnym. O ile odczuwa się nagłe zmęczenie i ospałość w ciągu dnia, to jest to związane z obniżeniem stężenia glukozy we krwi. Zjedzenie "złego węglowodanu" bardzo szybko przywraca zachwianą równowagę, powodując natychmiastową poprawę samopoczucia i wzrost energii. Niestety, wyprodukowany nadmiar insuliny powoduje jeszcze gwałtowniejszy spadek stężenia glukozy i wpadamy w błędne koło zaczynając coraz więcej jeść i jeść." [http://www.janus.net.pl/]

Dajcie znać jak u was wygląda śniadanie. Jecie, czy raczej unikacie? Bardzo jestem ciekawa jakie macie zdanie na ten temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 W Morozówce , Blogger