Kalarepa, zielone źródło witamin i minerałów.
lipca 04, 2016
0
badania
,
codzienność
,
dietetyka
,
gotowanie
,
gotowanie na parze
,
niskokaloryczne
,
obiad
,
poradnik zdrowie
,
student
,
śniadanie
,
technologia żywności
,
zdrowa żywność
,
zdrowie
,
życie
Dzisiejszy dzień był jednym z moich ulubionych dni od dłuższego czasu. Nie było chwili wolnego, dużo spraw do załatwienia i mnóstwo pozytywnych wrażeń. Takie dni lubię, kiedy mam zajęcie, spędzam czas poza domem, dużo chodzę i wszystko udaje mi się załatwić. Zdążyłam nawet zrobić 35km na rowerze na koniec, lepiej być nie może.
Z drugiej strony tak zajęty dzień może odbić się na tym co jemy. Ponieważ dzisiaj miałam dwa różne badania krwi, w dwóch różnych przychodniach nie mogłam zjeść śniadania. Czułam się przez to źle, byłam głodna, a wiadomo, że jak człowiek głodny to zły.
Na szczęście nie trwało to długo i szybko, spacerkiem załatwiłam obie przychodnie w ciągu niecałych dwóch godzin i mogłam spokojnie zjeść owsiankę.
Wszystkie badania robiłam kontrolnie, uznałam, że warto chociaż raz na rok lub pół roku zrobić wszystkie te podstawowe. Morfologia krwi wyszła świetnie, wiele wyników poprawiło się od ostatniego razu, ale co najbardziej mnie zaskoczyło TSH (poziomu tyreotropiny we krwi jest podstawowym badaniem, gdy chcemy sprawdzić, czy tarczyca prawidłowo funkcjonuje). Ostatni raz robiłam TSH w zeszłe wakacje i wynik wyszedł na granicy normy. U mnie w domu, oprócz taty, każdy ma problem z tarczycą. Po dzisiejszych badaniach mogę śmiało stwierdzić, że moje wyniki się poprawiły i poziom TSH zmniejszył się do środka normy.
Nie wiem czemu to mogę zawdzięczać, ale szczerze liczę na to, że moje zdrowe odżywianie się przez ostatni rok miało na to wpływ. Wszystkiego dowiem się od lekarzy, bo te dzisiejsze badania to nie wszystkie jakie planuję zrobić w najbliższym czasie.
Mimo bardzo zajętego dnia udało mi się zrobić szybki obiad, a potem wyskoczyć na rower.
Dzisiaj na tablicy wylądowała KALAREPA. Zakochałam się w tym warzywie. Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz spróbowałam jej w tym roku i do tej pory nie mogę się przestać zachwycać jej smakiem. Oczywiście stało się to za sprawą mojego chłopaka, który kiedyś zrobił sałatkę z tym warzywem.
Tak więc kalarepa... ach co za warzywo!
Zacznę od tego, że 100 g kalarepy to zaledwie 27 kcal! To już powinno większość z was przekonać do spróbowania. Jest słodka w smaku i chrupiąca.
Wikipedia podaje, że zawiera m.in.: sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, fosfor, chlor, jod, karoteny, witaminy: B1, B2, B6, C; kwasy: nikotynowy, pantotenowy, foliowy, szczawiowy.
Czy to nie najpiękniejsza lista składników mineralnych i innych cudowności?
Co więcej zawiera aktywne biologicznie związki (izotiocyjaniany, sulforafan czy indol-3-karbinol), które mogą wykazywać działanie przeciwnowotworowe.
Cudowne warzywo, o którym rzadko się pamięta. U mnie w domu nigdy nie było na stole kalarepy!
Sezon na kalarepę trwa od maja do końca listopada. Ale w sklepach dostępna jest cały rok. Na dodatek jej cena nie przekracza 4zł więc nie miejmy wymówek i biegiem do sklepu po kalarepę!
Mój dzisiejszy obiad na szybko przedstawia się następująco:
Z warzyw wybrałam kalafiora, buraka i zielony groszek z ogródka mojej mamy (pycha). Z kasz wreszcie nadszedł czas na moją ulubioną gryczaną. Technika gotowania niczym nie różni się od tych poprzednich.
Udko z kurczaka marynowane (chociaż dzisiaj nie poleżało długo) w czosnku, pieprzu i oliwie z oliwek (z dodatkiem chilli, to znowu jakiś nabytek mojej mamy i tak jak poprzednio nie czułam trufli, tym razem chilli nie było). Obieramy i kroimy warzywka, kalafiora dzielimy na mniejsze różyczki, groszek myjemy.
Czas gotowania to 20 minut, najpierw udko, po 5 minutach dorzuciłam resztę, a na ostatnie 8 minut dosypałam kaszy. W sumie zajęło mi to 35 minut (specjalnie liczyłam :)). Tak więc po trochę ponad pół godzinie mogłam siąść do obiadu.
Po takim obiedzie, godzina przerwy i ruszyłam na rower. 35 kilometrów to moja podstawowa trasa, więcej na razie nie pojadę. Do tego minimum 3 razy w tygodniu basen i jest pięknie, bo widzę efekty!
Dzisiaj w ciągu tego całego zamieszania byłam również na rozmowie o pracę, trzymacie kciuki, studentka potrzebuje pieniążków na nowy rower :)
Z drugiej strony tak zajęty dzień może odbić się na tym co jemy. Ponieważ dzisiaj miałam dwa różne badania krwi, w dwóch różnych przychodniach nie mogłam zjeść śniadania. Czułam się przez to źle, byłam głodna, a wiadomo, że jak człowiek głodny to zły.
Na szczęście nie trwało to długo i szybko, spacerkiem załatwiłam obie przychodnie w ciągu niecałych dwóch godzin i mogłam spokojnie zjeść owsiankę.
Wszystkie badania robiłam kontrolnie, uznałam, że warto chociaż raz na rok lub pół roku zrobić wszystkie te podstawowe. Morfologia krwi wyszła świetnie, wiele wyników poprawiło się od ostatniego razu, ale co najbardziej mnie zaskoczyło TSH (poziomu tyreotropiny we krwi jest podstawowym badaniem, gdy chcemy sprawdzić, czy tarczyca prawidłowo funkcjonuje). Ostatni raz robiłam TSH w zeszłe wakacje i wynik wyszedł na granicy normy. U mnie w domu, oprócz taty, każdy ma problem z tarczycą. Po dzisiejszych badaniach mogę śmiało stwierdzić, że moje wyniki się poprawiły i poziom TSH zmniejszył się do środka normy.
Nie wiem czemu to mogę zawdzięczać, ale szczerze liczę na to, że moje zdrowe odżywianie się przez ostatni rok miało na to wpływ. Wszystkiego dowiem się od lekarzy, bo te dzisiejsze badania to nie wszystkie jakie planuję zrobić w najbliższym czasie.
Mimo bardzo zajętego dnia udało mi się zrobić szybki obiad, a potem wyskoczyć na rower.
Dzisiaj na tablicy wylądowała KALAREPA. Zakochałam się w tym warzywie. Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz spróbowałam jej w tym roku i do tej pory nie mogę się przestać zachwycać jej smakiem. Oczywiście stało się to za sprawą mojego chłopaka, który kiedyś zrobił sałatkę z tym warzywem.
Tak więc kalarepa... ach co za warzywo!
Zacznę od tego, że 100 g kalarepy to zaledwie 27 kcal! To już powinno większość z was przekonać do spróbowania. Jest słodka w smaku i chrupiąca.
Wikipedia podaje, że zawiera m.in.: sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, fosfor, chlor, jod, karoteny, witaminy: B1, B2, B6, C; kwasy: nikotynowy, pantotenowy, foliowy, szczawiowy.
Czy to nie najpiękniejsza lista składników mineralnych i innych cudowności?
Co więcej zawiera aktywne biologicznie związki (izotiocyjaniany, sulforafan czy indol-3-karbinol), które mogą wykazywać działanie przeciwnowotworowe.
Cudowne warzywo, o którym rzadko się pamięta. U mnie w domu nigdy nie było na stole kalarepy!
Sezon na kalarepę trwa od maja do końca listopada. Ale w sklepach dostępna jest cały rok. Na dodatek jej cena nie przekracza 4zł więc nie miejmy wymówek i biegiem do sklepu po kalarepę!
Mój dzisiejszy obiad na szybko przedstawia się następująco:
Z warzyw wybrałam kalafiora, buraka i zielony groszek z ogródka mojej mamy (pycha). Z kasz wreszcie nadszedł czas na moją ulubioną gryczaną. Technika gotowania niczym nie różni się od tych poprzednich.
Udko z kurczaka marynowane (chociaż dzisiaj nie poleżało długo) w czosnku, pieprzu i oliwie z oliwek (z dodatkiem chilli, to znowu jakiś nabytek mojej mamy i tak jak poprzednio nie czułam trufli, tym razem chilli nie było). Obieramy i kroimy warzywka, kalafiora dzielimy na mniejsze różyczki, groszek myjemy.
Czas gotowania to 20 minut, najpierw udko, po 5 minutach dorzuciłam resztę, a na ostatnie 8 minut dosypałam kaszy. W sumie zajęło mi to 35 minut (specjalnie liczyłam :)). Tak więc po trochę ponad pół godzinie mogłam siąść do obiadu.
Po takim obiedzie, godzina przerwy i ruszyłam na rower. 35 kilometrów to moja podstawowa trasa, więcej na razie nie pojadę. Do tego minimum 3 razy w tygodniu basen i jest pięknie, bo widzę efekty!
Dzisiaj w ciągu tego całego zamieszania byłam również na rozmowie o pracę, trzymacie kciuki, studentka potrzebuje pieniążków na nowy rower :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz