De volaille z piersi z indyka, gotowany na parze.

Koniec lata, koniec wakacji, koniec słońca? Mam nadzieję, że nie to ostatnie! Liczę na to, że w tym roku jesień będzie piękna i słoneczna. Nie chcę od razu po skończeniu lata wskakiwać w kurtkę, szalik i czapkę ;)
Ale nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Dzisiaj mamy piękny dzień. Do końca wakacji nadal pozostało jeszcze trochę czasu, a i lato nie wygląda jakby miało się od nas zabierać.
Nie wiem czy uwierzycie, ale moje wakacje nad morzem skończyły się na około pięćdziesięciu słoikach marynowanych grzybów i czterech kilogramach borówek. Zamiast wylegiwania się nad morzem biegałam po lesie za grzybami. W tym roku była ich ogromna ilość i chociaż codziennie mijałam mnóstwo ludzi, którzy wpadli na ten sam pomysł, grzybów nikomu nie zabrakło. My mamy ich już nadmiar!

Po powrocie z wakacji czas wrócić do spraw przyziemnych. Chociaż został mi jeszcze miesiąc zaczęłam już teraz załatwiać wszystkie sprawy przed powrotem do Lublina. W tym roku muszę kupić wiele rzeczy i trochę mnie to przeraża. Zakupy to nie moja bajka. Chodzenie po galerii to dla mnie koszmar, a wybieranie ubrań to wyzwanie :) ale tym razem zamierzam się pozytywnie nastawić i żaden sklep mnie nie zagnie!

Skoro mowa o powrotach czas na powrót obiadów z pary. Dzisiaj, jak w tytule, przygotowałam pysznego, niskokalorycznego, drobiowego de volaille.

Najpierw należy przygotować fileta. Więc myjemy i kroimy go wzdłuż na mniejsze kawałki. W moim przypadku wyszło cztery kawałki, więc trzy z nich od razu zamroziłam na następne obiady.
Tak przygotowany kawałek należy lekko rozbić, przyprawić odrobiną oliwy i ziołami.
Do mojego de volaille wykorzystałam ser żółty, czerwoną paprykę oraz cebulę.


Zwijamy mięso i przy użyciu wykałaczek łączymy tak, żeby nie było możliwości wypłynięcia sera ze środka. Dodatkowo zawijamy w folię aluminiową i gotujemy na parze 20 minut.


Z dodatków wybrałam cukinię i marchewkę oraz kaszę jęczmienną pęczak. Ponieważ nadal trwa sezon na te właśnie warzywa. Czas gotowania marchewki i cukinii 10 minut. Kasza 8 minut.

Przy okazji po raz kolejny przypominam, że warto jeść warzywa sezonowe! Są bogatsze w składniki odżywcze, a także znacznie smaczniejsze. Myślę, że każdy zauważa różnicę w smaku pomidora zimą, a latem. Warzywa niesezonowe przeważnie przyjeżdżają do nas z różnych zakątków świata i żeby w sklepie nadal wyglądały smacznie i ładnie, poddawane są różnym procesom chemicznym: są podmrażane, woskowane lub kąpane w specjalnych roztworach.
Dlatego zachęcam do korzystania z okazji i biegusiem do sklepu po świeże warzywa póki jeszcze są :)

Muszę się pochwalić, że będąc nad morzem nie dałam się skusić na gofry czy lody, które jak wiemy w niektórych miejscowościach są na każdym kroku. Miałam dużo łatwiej, ponieważ jeżdżę na wieś, gdzie nawet nie zobaczę jednej budki czy straganu z tymi kuszącymi smakołykami. Dodatkowo przejażdżki rowerem na plażę czy ponad dwugodzinne wędrówki po lesie za grzybami były świetną formą aktywności. Ze mną nie da się leżeć całymi dniami plackiem na plaży :)
Ale brakowało mi moich obiadów. Starałam się nadal jeść zdrowo i lekko, jednak w przyczepie kempingowej nie ma zbyt wiele możliwości na kulinarne szaleństwa. Mimo wszystko wakacje uważam za bardzo udane.


Więc z przyjemnością zabrałam się za przygotowanie de volaille i serdecznie polecam spróbować, bo był pyszny :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 W Morozówce , Blogger